W XVII wieku gdzieś tam u wybrzeży Bałtyku zatopiony zostaje galeon. Jego szczątki odnajdują się zupełnie przypadkiem 300 lat później podczas prac budowlanych, ale z obawy przed załamaniem się terminów budowlańcy ukrywają ten fakt przed wszystkimi. W dodatku na galeonie znalazły się tajemnicze kufry, które zaciemniają sytuację. Problemem jednak jest liczba osób, które poznały sekret o znalezisku, a wiadomo, iż tajemnica, którą zna więcej niż jedna osoba przestaje być tajemnicą. Po Szczecinie zaczynają krążyć informacje o tajemniczym odkryciu może świątyni, a może okrętu. Informacjami obiegającymi miasto zaczynają interesować się pracownicy mediów, wśród których są także Paulina Weber i Piotr Bahryński. Napięcie narasta, kiedy Piotr ze swoim znajomym, prawnikiem Borysem Ignatiukiem, odkrywają zwłoki zamordowanego Bartłomieja Moszenickiego, inspektora związanego z budownictwem.

Jakoś tak bywa, że książki niektórych pisarzy bierze się do ręki jako pewniaki i podczas lektury czytelnik nawet na chwilę nie żałuje wyboru. Dla mnie takimi pewniakami dobrej lektury są powieści Leszka Hermana. „Galeon” jak najbardziej do nich należy. Przede wszystkim mocną stroną są bardzo dobrze skonstruowane postaci, z jednej strony każdy jest bardzo indywidualny, z drugiej nie ma żadnej przesady czy przekolorowania w ich wizerunkach. Widać, że pan Leszek potrafi obserwować, a swoje obserwacje ubrać w odpowiednie słowa. Po drugie autor bardzo dobrze oddaje rzeczywistość. Oczywiście opisuje fikcyjne wydarzenia, ale tkwią one mocno we współczesnej rzeczywistości. I jest ona mocno realna.

Intryga powieści także nie pozostawia nic do zarzucenia. Akcja jest spójna, bardzo wiarygodna, wydarzenia logiczne, a późniejsze wyjaśnienia całkiem sensowne. Oczywiście do tego dochodzi interesująca zagadka, bez której żaden kryminał nie może istnieć. W przypadku „Galeonu” niby od początku dużo wiadomo, ale cały czas zagadka i tajemnica wisiały w powietrzu i nie dało się ustrzec od pytań co dalej, kto i dlaczego. Każda kolejna strona przybliżała do rozwiązania, chociaż ono pojawiło się tak naprawdę dopiero w zakończeniu i było bardzo różne od tego spodziewanego, ale jak już wspomniałam logiczne i całkiem na miejscu. Dlatego też podziwiam autora za umiejętność budowania intrygi i stopniowania napięcia, niby ono było niewielkie, ale nie opuszcza czytelnika nawet na chwilę.

No i styl powieści, niby nic takiego, a kolejne strony przewracały się same. Może to zasługa języka, może maniery pisarskiej, książkę nie tyle się czyta, co wręcz połyka. No i jedyna wada powieści, taka trochę żartobliwa, mianowicie brakowało mi w „Galeonie” Igora i jego przyjaciół, których mocno polubiłam. I aczkolwiek zastąpili ich godnie Paulina, Piotr i Borys, to ucieszyłam się, że chociaż w epilogu Igor na chwilę się pojawił, ale nieobecność  Igora to brak wstawek historycznych, które w wydaniu Hermana bardzo sobie cenię.

Trochę trudno mi zakwalifikować „Galeon” do konkretnego gatunku literackiego. Powieść ma dużo z kryminału i te elementy cenię chyba najwyżej, ale nie można tu pominąć tych składników, które podpinają książkę pod sensację. Uważny czytelnik znajdzie na jej kartkach cechy obu tych kategorii (jeżeli oczywiście uważa, że są to dwie odrębne). Jednak moim zdaniem wymieszanie tychże cech książce nie zaszkodziło, a wręcz ubarwiło akcję.

Podsumowując „Galeon” to bardzo dobra powieść Leszka Hermana trzymająca wysoki poziom do jakiego autor zdążył nas przyzwyczaić. Książkę bardzo polecam tym wszystkim, którzy lubią dobrą powieść kryminalno- sensacyjną, rozrywka na wysokim poziomie gwarantowana.