Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi do głowy w trakcie lektury to stwierdzenie, że „Ostatnie słowo” Agnieszki Pietrzyk to powieść szkatułkowa. Na pierwszym planie akcja dotyczy Williama Krigera, pisarza żyjącego z tego, że oferuje innym literatom początki powieści. Wszytko układa się wręcz idealnie do czasu, gdy odwiedza go Wera, która żąda nie tylko początku książki, ale i jej dalszego ciągu. W dodatku nie chce opuścić posiadłości Williama. Powieść Czarna wołga wraca, pisana przez Krigera, jest kryminałem, w którym ginie pięcioletnia Matylda i rozpoczynają się jej poszukiwania, prowadzone dwutorowo: przez policję oraz prywatnego detektywa.

Początkowo czytelnik nie ma pojęcia, czy i w jaki sposób obie akcje są ze sobą powiązane, dopiero w trakcie lektury treść zaczyna w jakiś sposób się zazębiać ale i tak trzeba poczekać do finiszu, bo dopiero wtedy autorka zdradza swoje zamierzenia. Dlatego też do pewnego momentu lektura „Ostatniego słowa” była dla mnie lekko przytłaczająca. Chociaż nie mogę nie napisać, iż odbiór powieści Agnieszki Pietrzyk jest łatwy i dość przyjemny. Czasem sporym utrudnieniem, w tym przypadku zresztą też tak było, percepcję utrudniają niezbyt sympatyczce postaci. W przypadku „Ostatniego słowa” dałam radę polubić maksimum trzech bohaterów, reszta wydała mi się, jeśli nie lekko sztuczna- jak matka Klary- to niesympatyczna. Chociaż na plus należy zapisać, że wszystkie postacie były dobrze skonstruowane i nie zlewały się w jedną masę, tylko stanowiły indywidualne byty.

Intryga „Ostatniego słowa”, przyznaję, nieźle mnie zaskoczyła. Wątek śledztwa kryminalnego był standardowy, zaginione dziecko, policja, prywatny detektyw, kolejne przestępstwo, ludzkie samosądy i opinia publiczna, wszystko to jest normą. Za to watek pierwszej, niejako górnej opowieści, czyli historia Krigera, to już coś bardziej oryginalnego. A wymieszanie obu czyni tę historię niebanalna. Co prawda połączenie obu motywów mogło nastąpić tylko w chorym umyśle, ale pomyśl powieściowy był niespotykany.

Zakończenie książki wyjaśnia bardzo dużo zagadek, oczywiście nie każdy takimi zakończeniami może poczuć się usatysfakcjonowany, ale wola i wyobraźnia autorki ma prawo zwyciężyć. W tym przypadku kilka rozwiązań  mnie mocno zaskoczyło. Zabrakło mi tylko odpowiedzi na jedno pytanie postawione w „powieściowej powieści”, mianowicie co Kosma zrobi ze zdobytą wiedzą.

Podsumowując „Ostatnie słowo” Agnieszki Pietrzyk jest dobrą powieścią z powieścią w tle. Nie jest to może najmocniejsza pozycja w dorobku pisarki, ale na pewno (na podstawie przeczytanych przeze mnie 10 książek autorstwa AP) plasuje się ponad połową. Przyzwoita powieść z podwójną intrygą, ciekawymi postaciami- chociaż nieraz mocno niesympatycznymi, oraz logicznym zakończeniem.