[Recenzja książki] „Zasłużyłeś” Mariusz Matan

„Zasłużyłeś” to debiut powieściowy Mariusza Matana, skądinąd ekonomisty i nauczyciela. Jak głosi opis na skrzydełku okładki, pan Matan ma wiele pasji, jedną z nich jest pisarstwo, którego owocem jest omawiana książka. „Zasłużyłeś” to z jednej strony historia doktora chemii, wykładowcy uniwersyteckiego, Marcela Kownackiego, którego marzeniem jest dokonanie w życiu wielkiego odkrycia, które zrewolucjonizowałoby przemysł farmakologiczny i temu celowi poświęca najwięcej swoich działań. Drugim wątkiem powieści jest śledztwo prowadzone przez grupę policjantów. Ofiarami seryjnego mordercy studentki. Oczywiście obydwa wątki w pewnym momencie zaczynają ze sobą się splatać i łączyć.

Książka „Zasłużyłeś”, jak to często bywa z debiutami, jest na współczesne wydawnictwa bardzo niepozorna objętościowo, liczy niespełna 250 stron. Napisana została lekkim stylem i językiem, bardzo łatwym w odbiorze więc przeczytanie jej zajmuje niewiele czasu. Matan bardzo zgrabnie wplótł w treść odniesienia do współczesnych wydarzeń, mianowicie część akcji dzieje się w czasach pandemii. Jeżeli chodzi o gatunek- powieść określona jest mianem kryminału, chociaż w moim odczuciu jest bardziej obyczajowa, wątek kryminalny stanowi niejako dopełnienie tematu głównego.

Autor, muszę przyznać, wpadł na fajny pomysł na fabułę powieści, wykonanie, jak to przy debiutach, jeszcze lekko szwankuje, ale sądzę, iż przy kolejnych powieściach Mariusz Matan dopracuje już wszystkie wątki, bo widać, że posiada on duży potencjał. Mnie, jako odbiorcy, nie do końca przekonało „wyjaśnienie”, które nie ma zdecydowanego uzasadnienia, gdzieś w międzyczasie nawet pojawiło się alibi dla głównego podejrzanego, a potem zostało jakoś zlekceważone. Trochę też zawiodłam się na dialogach, za dużo form grzecznościowych typu: dzień dobry czy do widzenia, za dużo słodkości, nic nie wnoszących do treści, a przyczyniających się do poczucia sztuczności. No i druga skrajność: rozmowy policjantów to nic poza typowym „rzucaniem mięsem”.

Postaci powieści może nie były zbyt wyraziste, jednak swobodnie dało się je odróżnić, czyli pewne indywidualne cechy posiadały. Były w miarę sympatyczne, żadna nie budziła niechęci.

Podsumowując, „Zasłużyłeś”, jak na debiut książkowy jest całkiem niezły. Moim zdaniem jednak książka bardzo zyskałaby, gdyby ją solidnie rozbudować, uzupełniając braki i rozpisując króciutkie wątki, dodając przy tym kolorów poszczególnym postaciom. Bo wydaje mi się, że po prostu autor nie zmieścił tego wszystkiego, co zaplanował na tych skromnych 240 stronach, na których chciał  zawrzeć część obyczajową, kryminał i jeszcze tajemnicę z przeszłości rodzinnej.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.