[Recenzja Płyty] Arek Kłusowski – „Lumpeks”

Dziś premierę ma drugi album studyjny Arka Kłusowskiego. Artysta niedawno dołączył do wytwórni Kayax, a jego single „Antarktyda” oraz „Idealny syn” są grane przez największe stacje radiowe w Polsce. Jak zmienił się artysta w przeciągu dwóch lat od wydania debiutu? Recenzja poniżej.

Arek swoją drugą płytę zaczyna eksperymentalną zabawą z elektroniką w utworze „Nie przechodźmy na ty”. Uważam, że jest to świetny numer na otwarcie krążka. Druga to „Antarktyda” która została wydana na pierwszy singiel promujące nowe wydawnictwo Arka. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to ostatnia płyta Darii Zawiałow „Helsinki”. Szczerze mówiąc myślałem, że to Daria oraz Michał Kusz są współautorami tego singla (nie są), ale to pokazuje, że producenci w Polsce potrafią łączyć lata 80′, chwytliwe melodie ze współczesnym graniem.

Arek po wydaniu swojego debiutanckiego albumu „Po Tamtej Stronie” mówił, że drugi krążek będzie bardziej szczery, osobisty. Słychać to mocno w utworze „Nie kochasz się” – „nie kochasz się, nikt Cię tego nie nauczył”. Można to podczepić dla ludzi, którzy zmagają się z depresją, bezsensem  życia, samotnością, nienawiścią do swojej osoby. To bardzo ważne przesłanie, które uważam, że trafi do dużej rzeszy ludzi. Powinno być także singlem, aby społeczeństwo, w szczególności zwróciło uwagę na tę piosenkę.

 

Artysta zrobił tez jedną niespodziankę – do piosenki „Dzieci z prowincji” zaprosił do współpracy Mery Spolsky. Ich wokale od drugiego refrenu pięknie się ze sobą harmonizują. Tekst jest z dużym przekąsem. Dla mnie mówi o Warszawie i o tym jak są postrzegani ludzie z tego miasta, a w  środku jest zupełnie inaczej – „raz jeżdżę uberem, a raz jestem zerem” – mocne.

 

Moimi ulubieńcami z tej płyty są dwa ostatnie superkawałki. Pierwszy z nich to „Nasza Klasa”, najbardziej chwytliwy, energiczny, a także piekielnie szczery pasujący do ostatnich wydarzeń w Polsce „działa na nerwy, ten chory system, zamęt przeklęty”, ale także o przemocy słownej w szkole, brakiem akceptacji inności „i palcami wytykany, bo nie drepczę w szarym tłumie , jestem kolorowym freakiem”. I ostatnia – piękna ballada „Słodki koniec tych dni”. Przypomina mi najlepsze utwory w dyskografii Lany Del Rey.

Dawno straciłem nadzieję, że jakikolwiek Polski artysta płci męskiej nagra płytę, którą będę w myślach wychwalał w niebiosa. Miałem fizia na punkcie „Annyoance & Disappointment” Dawida Podsiadło, lecz w końcu na Polski rynek wyszła druga płyta Arka Kłusowskijego, dzięki której odzyskałem tę nadzieję, że faceci też potrafią nagrywać zajebiste albumy. Arku – dziękuję!

Leave A Reply

Your email address will not be published.

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 5107