Lady Gaga, znana ze swojego nieustającego eksperymentowania z dźwiękiem i stylem, postanowiła wrócić do tworzenia najlepszych popowych melodii, które szybko wpadną w ucho i na długo z ich nie wyjdą. „Mayhem” to płyta pełna kontrastów, w której zderzają się różne gatunki muzyczne, od mrocznego popu, przez elektroniki, aż po elementy rockowe i disco. Nie zabrakło na niej urzekających ballad, w których Lady Gaga potrafi pokazać całe spektrum swojej wrażliwości i panowania nad techniką wokalną.

„Mayhem” jest i szalony, i refleksyjny, taneczny, wzbudza w słuchaczu wiele różnych emocji, z którymi każdy z nas spotyka się każdego dnia. Gaga wiedziała jak przemówić do ludzi poprzez swoją twórczość już na pierwszej płycie 'The Fame”, a jej następczyni „Born This Way” z wieloma hitami, które są grane do tej pory przez największe radiostacje, tylko udowodniła jej talent do muzyki i słowa.

Album otwiera utwór „Disease”, który od razu wciąga słuchacza w swój mroczny, taneczny klimat. To kompozycja, w której słychać zarówno nowoczesne, jak i klasyczne wpływy, a Gaga dostarcza wokalnych popisów, jakich można się po niej spodziewać. Jednak dla mnie jest to utwór, który bardzo szybko się przejadł. Ale na pomoc przyszedł drugi singiel – mega hit –  „Abracadabra”. Stefanie przemówiła do generacji z, dzięki układowi tanecznemu z teledysku oraz uzależniający refren. ” U na na”, U ga ga” – niczym „Bad Romance”.

Jednym z najbardziej zaskakujących momentów na płycie jest „Zombieboy”. To hołd dla Ricka Genesta, kanadyjskiego modela, który zginął tragicznie w 2018 roku. Gaga łączy tu elementy funku i disco, tworząc utwór pełen rytmu i energii, ale z subtelną melancholią, która nadaje mu głębi.

Lady Gaga na nowej płycie dużo eksperymentowała. Po jednym czy dwóch przesłuchaniach można myśleć, że płyta jest niespójna, jednak jak już się człowiek wsłucha, to poczuje jak te wszystkie piosenki się ze sobą zazębiają. Artystka zrobiła to po mistrzowsku wraz z producentami – Andrewem Watt, Gesaffelstein, Cirkut i Henry Walterem.

„Mayhem” ma jeszcze kilka mocnych numerów, które mogą zostać dużymi hitami – prócz 'Disease’ i 'Abracadabra’ do takich mogą dołączyć – 'Vanish Into You’ – przypominające wcześniej wspomniane 'Bad Romance’ , 'Shadow of a Man’ – szybki chorus, od którego nogi same rwą się do tańca, czy 'How Bad Do You Want Me’ – ta ostatnia bardzo przypomina Taylor Swift z płyty '1989′ – juz widzę fanów śpiewających na cały głos ten kawałek.

Stefanie Germanotta nie boi się wyzwań i potrafi stworzyć coś unikalnego. „Mayhem” to płyta, która z pewnością nie zostanie zapomniana i pozostawi trwały ślad w muzycznej historii. Z jednej strony jest to artystyczne szaleństwo, z drugiej zaś głęboka refleksja na temat samej siebie i współczesnego świata. Jeśli szukacie albumu, który łączy w sobie eklektyzm, emocje i nowatorskie podejście do muzyki, „Mayhem” będzie dla was idealnym wyborem.