[Wywiad] Martin Lange – Naszą super mocą jest pisanie piosenek. Na płycie będzie ich więcej niż ktokolwiek teraz wydaje…

 

Joanna Klafta : Dzień dobry! Mimo że jesteście już od lat na polskiej scenie muzycznej, dopiero od ubiegłego roku Wasi odbiorcy mają okazję słuchać Waszych autorskich piosenek. Co wpłynęło na podjęcie decyzji o wydaniu czegoś swojego?

Michał LangeDzień dobry! Trochę już działamy na polskiej scenie jako cienie, teraz chcieliśmy na moment wyjść na pierwszy plan, spróbować swoich sił jako niezależni artyści. To nie była jakaś głęboko przemyślana decyzja, raczej spowodował to fakt, że muzyka którą wspólnie tworzyliśmy zaczęła być bardzo “określona” i charakterystyczna – to przez to zapaliła się lampka pt. “robimy swoje”.

Marcin KopiecPisaliśmy i pisaliśmy. Aż napisaliśmy tak dużo piosenek które były tak nasze, że nie pasowały do innych. A, że wspólne pisania sprawia nam tak dużą frajdę – to tak jak Michał wspomniał, doszliśmy do wniosku że czas pokazać co ma do powiedzenia Martin Lange. 

 

JKA co wpłynęło na to, że wydajecie utwory pod nazwą Martin Lange akurat od minionego roku? Było to już planowane od jakiegoś czasu czy stało się to nagle?

MLJak mawiali starożytni indianie: “Było ciepłe lato, choć czasem padało, wiele płyt się zrobiło i mało się spało, tak zaczęła się ta muzyczna przygoda, od tego roku dla Martina zaczyna się tu droga.”

MK Planowaliśmy wcześniej, ale tak się jakoś to poskładało. U nas to mało rzeczy mamy zaplanowanych, działamy raczej spontanicznie. Chociaż płytę to już planujemy wydać tak szybko jak tylko się da !

 

JK – Czujecie się faktycznie jak debiutanci, mimo przeszłości bogatej w muzyczne doświadczenia?

MLSzczerze – poczucie debiutowania to dla nas nic nowego – startując z każdym z projektów czy nawet produkując dla innych artystów przeżywamy to podobnie. Czujemy się wręcz jak notoryczni debiutanci codziennie, z każdym porannym łykiem kawusi.

MKTak. Ta płyta powinna się nazywać “Notoryczni Debiutanci”, ale ktoś już ją nam wcześniej skradł. W wielu obszarach, w wielu sytuacjach jesteśmy debiutujący – bywaliśmy z innymi artystami gdzieś jako “cienie” jak to Michał zaznaczył, co dawało nam parasol bezpieczeństwa. A teraz jesteśmy już “panami swojego losu” co stresuje i daje niesamowitego kopa.

 

JK – Współpracowaliście z takimi artystami jak Kasia Lins, Ofelia, Michał Szpak, Dawid Kwiatkowski… Więc było trochę różnorodnie. To wszystko złożyło się na to, jaką muzykę aktualnie tworzycie? Jak bardzo te współprace wpłynęły na drogę, którą obraliście?

MLNie ma wątpliwości, że muzyka, którą przez całe nasze życia tworzymy, czy artyści z którymi współpracujemy są naszymi muzycznymi tatusiami i mamusiami. Jesteśmy sumą i iloczynem tych wszystkich chwil i przeżyć. Dobrze, że spotkały nas z pozoru skrajne muzyczne gatunki – z pozoru, bo tak naprawdę to tylko środki, których się używa różnią je od siebie – dzięki temu uaktualniliśmy nasz muzyczny język pełnym spektrum, którym teraz staramy się bawić.

MKWiele z tych współprac które mieliśmy na swojej drodze muzycznej napotkać to też były często dziwne zbiegi okoliczności. Dały nam one wiele wspaniałego doświadczenia i sprawiły że w wielu sytuacjach czujemy się pewni i nie musimy się uczyć od podstaw. Nasza droga to nasz wspólnie wypracowany system pracy, który tak jak Michał wspomniał powstał z sumy doświadczeń muzycznych i poza muzycznych.

 

JK – Zawsze u Was to wygląda tak, że Michał tworzy słowa do piosenek, a wspólnie zajmujecie się warstwą muzyczną? Czy mimo wszystko zdarza Wam się czasem pozamieniać rolami?

MLJeszcze nam się nie zdarzyło, chociaż próby były – Marcin niekiedy pisze po angielsku nasze tzw punkty wyjścia do “rybek” – czyli linii melodycznych, które komponujemy. Może jeszcze przyjdzie czas nawet na zamianę ról i na słowiczy śpiew Marcina – a może to już jedynie kwestia ilości alkoholu we krwi.

MKJa naprawdę czuję się dobrze nie śpiewając. Czuję czasami zew do napisania tekstu, ale żebym naskrobał coś z czego bylibyśmy razem zadowoleni – do tego daleka droga. Za to uwielbiam śpiewać chórki, wszelkie “aaa uuu eee ooo” – polecam się.

 

JK- Rozumiem, że jesteście fanami kontrastów, skoro właśnie tak nazwaliście Wasz debiutancki krążek?

MLA czy życie nie jest dzięki kontrastom ciekawsze? Stare cygańskie przysłowie mówi, że kontrasty się przyciągają, a nie, czekaj… przeciwieństwa się przyciągają – no ale blisko. Ta płyta jest zapisem emocji – od nostalgii, przez gniew po radość i luz. Jest romantyczna i agresywna, pozwala na płacz, żeby zaraz rozbawić.

MKTo jest tak : Michał jest Yin ja jestem Yang. Martin Lange jest Yin Yang w jednym, ale po trochu z każdego z nas. Są części wspólne, ale to kontrasty zbudowały ten album. Ale jak to śpiewają “…tylko black and white…” 😉

 

JK – À propos kontrastów… Utwór „Pod nosem”, który opublikowaliście już ponad miesiąc temu, różni się od swoich poprzedników. Jest bardziej intymny, minimalistyczny. Muszę przyznać, że dobrze jest Was usłyszeć również w tego typu wersji. Będzie więcej takich smaczków na płycie?

MLBędzie. Są utwory osobiste, grające na nostalgicznych strunach, zmuszające do zatrzymania się i dające do myślenia, smutne jak Hel zimą. Niektórych z nich nie mogę dośpiewać na scenie, bo się po ludzku wzruszam i głos mi się łamie (true story).

MKBo to są właśnie te kontrasty – w każdym z nas. Z jednej strony bad boye, ale raczej romantyczni.

 

JK – Dotychczas opublikowaliście dwa teledyski (nie licząc sesji live, lyric video). Najnowszy singiel również się niego doczeka?

MLTak. I tutaj znowu Kontrasty – znamy już piękny, nadmorski obrazek do “Oddychaj” w jasnych, zamglonych barwach, znamy też wkręcający, nonszalancki taneczny “Kłamiesz” z Tomaszem Kotem, a teraz pora na sentymentalny, wrażeniowy, osadzony w retro teledysk do utworu “Dawniej”.

MKNic dodać nic ująć! “Dawniej” pokazuje też kolejną stronę naszego debiutu.

 

JK – Co moglibyście powiedzieć o Waszym najnowszym singlu?

MLJest jaki jest. Jak to mówią: o muzyce się nie rozmawia, tylko się jej słucha, więc: Trzeba go posłuchać, a potem pokochać lub znienawidzić.

MKTak to jest piosenka z kategorii – lubię / nie lubię, oraz pokazuje zupełnie inny kolor “Kontrastów” 😉

 

JK – Znamy już sześć utworów z płyty, niedługo poznamy siódmy… Nie baliście się opublikować takiej ilości materiału jeszcze przed premierą całości?

MLPo pierwsze primo: Ogłaszamy tym raczej wszystkim wszem i wobec, że godzimy się ze śmiercią formatu płyty CD ‘jako takiej’ i skupiamy się na singlach. Nie znaczy to, że w dzień premiery płyty nie pokażemy jeszcze czegoś dodatkowo – szykujemy preorderowe bonusy, niespodzianki muzyczne i różne takie takie. 

Po drugie primo ;p : Jesteśmy debiutantami w tej przestrzeni – chcemy pokazać słuchaczowi co tworzymy, przedstawić się ładnie wszystkim nie tylko z nazwy i dwóch singli, ale zaprezentować więcej, pokazać szerzej co robimy, co umimy.

MKNaszą super mocą jest pisanie piosenek. Na płycie będzie ich więcej niż ktokolwiek teraz wydaje 😉 A tak serio – trochę mamy taki plan, żeby zasypać wszystkich jak największą ilością tego co w naszym głowach i sercach jest.

 

JK – Kiedy można się spodziewać Waszej pierwszej płyty?

ML – Lada chwila. W tym roku. Datę ogłosimy przy okazji premiery następnego singla.

MK – Przekładamy trochę tą premierą bo chcemy się jeszcze lepiej do niej przygotować, ale tak – to już bliżej niż dalej. Bardzo blisko.

 

JK – Zaplanowaliście trasę koncertową czy wstrzymujecie się z tym, ze względu na sytuację pandemiczną?

MLWalczymy o nią – ogłaszać ją będziemy najprawdopodobniej razem z terminem wydania płyty. Sytuacja pandemiczna od początku naszej wspólnej drogi nas trochę prześladuje, ale nie poddajemy się, no i pojawia się już światło nadziei w tym zawiłym, długim covidowym tunelu, więc mamy nadzieję na zagranie jak największej ilości koncertów

MKPlany są, covid je zweryfikuje. Będziemy walczyć o każdy termin, bo już wiemy po tym co zagraliśmy że Martin Lange kocha pokazywać swoje koncertowe oblicze. 

 

JK – Mieliście okazję wystąpić na mniejszych i większych scenach. Kręcą Was festiwale typu Open’er albo OFF czy preferujecie bardziej kameralną atmosferę?

MLTo zupełnie co innego. Ja osobiście wolę klubowe koncerty, gdzie publika jest blisko artysty, gdzie czuć, że gra się dla kogoś i można słuchacza wręcz dotknąć, a nawet spojrzeć mu w oczy – jest po prostu intymniej i fajniej przez to.

MKJa lubię to i to. Uważam że trudniej gra się w klubach, właśnie przez to co Michał wspomniał, przez tą intymność. Za to niesamowita energia jest na festiwalowych scenach.

 

JK – Dobrze jest mieć taką swobodę twórczą? W końcu sami odpowiadacie za cały proces tworzenia własnych utworów. Czy może chcielibyście kiedyś powspółpracować z którymś z równie doświadczonych producentów muzycznych?

MLSwoboda jest i błogosławieństwem i utrapieniem. Jak na razie nam błogosławi i wychodzi nam to dobrze – może tak być wieczność, ale może też jutro powiedzieć nam “THE END ziomy, od dzisiaj nie umicie w produkowanie własnych piosenek”, no i wtedy przyjdzie czas na ruszenie nas z miejsca przez producenta. Mamy kilka super ciekawych producenckich nazwisk w Polsce, więc ja np tego nie wykluczam, bo co dwie głowy, a właściwie co trzy głowy to nie jedna 😉

MKProblemem zawsze jest moment w którym trzeba powiedzieć sobie – STOP. To koniec, nie wylewaj dziecka z kąpielą. 

Ważne też są przerwy, bo wbrew pozorom pisanie własnych rzeczy daje niezły wycisk emocjonalny i fizyczny. To oczywiście kwestia personalna, ale pod tym względem mamy wspólny mianownik i taka ide nam przyświeca od zawsze – perfekcja, czy to pod względem wykonania, miksu, songwritingu. Nie lubimy półśrodków. 

Ja osobiście nie boję się o to że studnie wyschną – po prostu inne osoby mogą tylko otwierać nam pozamykane w naszych głowach klapki i to może być świetną motywacją i rozwojem osobistym.

 

 

 

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.