Patti McCracken postanowiła napisać powieść na podstawie prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce jakieś sto lat temu na Węgrzech, w małej miejscowości o skomplikowanej dla polskiego języka nazwie Nagyrév. W ten sposób powstała książka „Wioska wdów”, opowiadająca o akuszerce, która według węgierskich władz policyjnych i sądowych mogła być odpowiedzialna za śmierć ponad setki osób. Pozycja ma podtytuł „Szokująca historia morderczyń”, a treść dowodzi, iż oprócz żonatych mężczyzn, jak sugeruje tytuł główny, ginęli także inni, między innymi nowo narodzone dzieci.
Sięgając po lekturę byłam bardzo nastawiona na reportaż, bo po pierwsze na faktach, po drugie temat mocno wstrząsający więc forma zastosowana przez autorkę trochę mnie męczyła. Jak wspomniałam powyższa pozycja jest literatura piękną. I niestety, pisarka chyba zapomniała, iż temat zbrodni najlepiej opisać prostym językiem, nawet szorstkim, wtedy następuje najmocniejszy przekaz. Pani McCracken zechciała zastosować język bardzo literacki, w którym zginęły i treść, i wydźwięk. Autorka posługuje się językiem w sposób trochę udziwniony, trudny w odbiorze, ale dla czytelników, którzy lubią poetyckość w prozie może być to zaleta. Niestety, w moim przypadku do odbioru języka przyczyniła się także tłumaczka, która chyba nie do końca uważała, kiedy w jej klasie na języku polskim omawiano gramatykę. Może nie umiem czytać ze zrozumieniem, ale w którymś fragmencie wyszło mi, że wymiotował nocnik, a nie człowiek.
Podobnie jak treść rozczarowały mnie też postaci. W mojej ocenie tylko jedna osoba została wykreowana wystarczająco, aby można ją było odróżnić od szarego tłumu: główna bohaterka Cioteczka Zsuzsa. No owszem, należało ją uwypuklić, stała w centrum wydarzeń, ale i pozostałe kobiety odegrały ważne role, a są ledwie zarysowane, istnieją chyba jedynie za sprawą imion. Temat mężczyzn został potraktowany jeszcze bardziej po macoszemu. Tak więc podczas lektury wcale nie odczuwałam ani napięcia, ani grozy, ani nawet jakiegoś niesmaku. Książka wyprana jest z emocji, na czym traci niepomiernie.
Ogromnym plusem książki są za to szczególiki, które powieści nadają klimatu. Może autorka niepotrzebnie skupia się na tych konkretnych, może ja osobiście położyłabym nacisk na inne, ale wyłonił się z nich klimat bardzo realistyczny. Chociaż i tutaj McCracken chwilami popadała w przesadę i więcej skupiała się na ruchach rąk, fałdach ubrania czy zachowaniach zwierząt z otoczenia niż na istotnych informacjach.
Podsumowując książka o powyższej tematyce zyskałaby, gdyby „ubrać ją” w formę reportażu a nie literatury pięknej. Ponadto męczący jest chaos tematyczny, niby chronologicznie, ale jakoś mało przejrzyście. Nie przysłużyły się powieści także niedomówienia wynikające zastosowania wspomnianej poetyckiej maniery przekazu, która w pewnym momencie doprowadziła do lekkiego przerostu formy nad treścią. Oczywiście książka zawiera fragmenty rekompensujące powyższe braki, ale temat aż się prosi o poważne potraktowanie.

![[Recenzja książki] Sebastian Orszulik „Tam i z powrotem + trzy metry”](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/1345359-352x500-1-218x150.jpg)
![[RECENZJA KSIĄŻKI] David Duchemin-ŚWIATŁO · PRZESTRZEŃ · CZAS](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/IMG_5398-218x150.jpeg)




![[Recenzja książki] Sebastian Orszulik „Tam i z powrotem + trzy metry”](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/1345359-352x500-1-100x70.jpg)


![[RECENZJA KSIĄŻKI] David Duchemin-ŚWIATŁO · PRZESTRZEŃ · CZAS](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/IMG_5398-100x70.jpeg)


