4 kwietnia na ekrany polskich kin wszedł „Minecraft: Film”. Czy gwiazdorska obsada wystarczyła by przyciągnąć tłumy widzów na film o grze komputerowej?

Od premiery kultowej gry komputerowej Minecraft minęło ponad 15 lat. Gdy testowa wersja gry ujrzała światło dzienne 17 maja 2009 roku, twórca Marcus Persson nie mógł przewidzieć jaką popularnością będzie cieszyć się gra przed kolejne dekady. Nic dziwnego, że doczekaliśmy się filmu, który zabiera widzów do uwielbianego świata, w którym największą wartością jest wyobraźnia.
Reżyserem „Minecraft: Film” jest Jared Hess, czyli ekspert od absurdalnych komedii typu „Napoleon Wybuchowiec” i „Nacho Libre”. Warto zatem przed seansem uwzględnić historię twórców i tematykę filmu. W roli głównej zobaczymy m.in. Jasona Mamoa jako Garretta, właściciela lokalu z oldchoolowymi grami, który wciąż żyje zwycięstwem w turnieju i otrzymaniem tytułu „gracza roku 1989”. Pojawia się także historia rodzeństwa Natalie (Emma Myers) i Henry’ego (Sebastian Hansen), którzy przeprowadzają do małego amerykańskiego miasteczka w stanie Idaho by rozpocząć nowe życie pod stracie rodziców. Natalie szybko musi wejść w dorosłość szukając nowego domu i rozpoczynając nową pracę w lokalnej fabryce. Wchodzi w rolę odpowiedzialnej, starszej siostry, która stara się chronić brata przed trudnościami adaptacji w nowym miejscu. Henry natomiast to inteligentny nastolatek, posiadający niezwykły talent plastyczny i ogromną wyobraźnię. Chłopiec poznaje Garretta zafascynowany jego unikalnym sklepem. Przez przypadek otwierają portal do świata Minecraftu, gdzie czekają na nich przygody nie z tej Ziemi.
Grupa przenosi się do wirtualnej krainy stworzonej przez Steve’a (Jack Black), który więziony jest przez antagonistkę Małgosię. Wkrótce rozpocznie się walka o magiczną kostkę zapewniającą panowanie nad portalami między światami.

Świat wykreowany przez Jareda Hessa zachwyca, scenografia i efekty specjalne stoją na najwyższym poziomie, a fabuła, choć prosta, to pozostaje logiczna i z jasnym morałem. Film skupia się na relacjach, zarówno przyjacielskich, miłosnych, jak i rodzinnych. Jason Mamoa w roli Garretta wypada komicznie, ale w pozytywnym sensie. Zachodzi w nim przemiana i choć nie zatraca dziecięcej naiwności, to dorasta do pozostawienia przeszłości za sobą i nawiązania przyjaźni. Po roli Jacka Blacka nie należy oczekiwać niczego nowego, kocha się go, albo nie, ale jedno jest pewne, jego utwór „Steve’s Chicken Lava” będziecie śpiewać jeszcze długo po wyjściu z kina. Zabrakło jedynie bardziej rozbudowanej historii rodzeństwa, którzy musieli zmierzyć się z wieloma nowymi przeciwnościami.
„Minecraft” Film” skupia się na postaciach Garretta i Steve’a, którzy razem tworzą mieszankę wybuchową. Silnym walorem produkcji jest humor, który zostaje podręcony do maximum, zwłaszcza w pierwszej części filmu. Pod tym względem, „Minecraft: Film” to idealna rozrywka również dla dorosłych, którzy są grupą docelową większości zabawnych scen.
Na uwagę zasługuje także Jennifer Coolidge w roli ekscentrycznej Pani Wicedyrektor Marlene. Aktorka znana jest z ról komediowych i tutaj idealnie się odnalazła. Poza tym na ekranie zobaczymy Danielle Brooks jako Dawn, miłośniczkę zwierząt, która ima się wielu zawodów, a jej kolorowy dres przenosi nas do lat 80.

Czy film na podstawie gry komputerowej, w którą gra cały świat ma sens? Jeszcze jak! Box office i wpływy z filmu przerosły wszelkie oczekiwania (podobnie jak sama popularność gry). Film zarobił na świecie ponad 700 milionów dolarów, a w samej Polsce pobił rekord widzów w premierowy weekend. W polskich kinach „Minecraft: Film” zobaczyło ponad 978 tysięcy osób (do tej pory rekord należał do filmu „Kler” z 935 tys.). Ukryta scena po napisach daje nadzieję na ciąg dalszy, który, patrząc na wyniki sprzedaży biletów, z pewnością nastąpi.
Produkcja uczy pielęgnacji indywidualności, talentów i wyobraźni. Dostarcza dawki śmiechu i kolorowego świata, gdzie największym zagrożeniem są utracone marzenia i zgorzkniałość. Idealna rozrywka dla każdego, nawet tych, którzy nigdy nie sięgnęli po grę „Minecraft”.

