Jakub Małecki „Święto ognia” [ Recenzja książki ]

Subtelny, wzruszający portret rodziny. To moje pierwsze skojarzenie z powieścią Jakuba Małeckiego „Święto ognia”. Na ekranach kin od niedawna można oglądać ekranizację książki. A tymczasem Wydawnictwo SQN zaproponowało nowe filmowe wydanie historii. To świetna okazja dla zapoznania się z tą powieścią lub przypomnienia jej sobie.

Z okładki „Święta ognia” spogląda Paulina Pytlak, aktorka wcielająca się w rolę książkowej Anastazji. Muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka to właśnie w ten sposób wyobrażam sobie Nastkę. Filmu nie widziałam i oczywiście nie jest to jego recenzja. Na temat powieści natomiast bardzo chętnie się wypowiem.

Historia od pierwszych stron zdobyła moje czytelnicze serce. I tak pozostało już do końca. A to za sprawą bohaterek i bohatera, którzy w moim odczuciu zbudowani są wyśmienicie. Mowa tu zarówno o postaciach z pierwszego planu, jak i tych z drugiego.

Zacznę od dwóch sióstr – młodszej Nastki, starszej – Łucji i od ich taty – Leopolda.

Anastazja, czyli Nastka to dwudziestoletnia dziewczyna z porażeniem mózgowym, która porusza się na wózku inwalidzkim i wnikliwie obserwuje rzeczywistość z balkonu. Łucja jest dziesięć lat od niej starsza, to tancerka baletowa, dla której taniec zdaje się być wszystkim. Ma z nim związane wielkie plany i ogromne marzenia. Ojciec młodych kobiet – Leopold ogromnie kocha swoje córki oraz Lenę – żonę, która zniknęła. Czytelnik przez część książki nie wie co się stało z Leną. Krok po kroku powieść odsłania sekrety rodzinne, po to aby poznać tajemnicę nieobecności mamy Łucji i Anastazji.

Główne bohaterki zbudowane są jednocześnie na kontraście i podobieństwie. Wiem, że brzmi to jak paradoks, ale tak jest. I to właśnie bardzo mi się spodobało w powieści Jakuba Małeckiego.

Obie kobiety walczą ze swoim ciałem. W przypadku Anastazji niepełnosprawność uniemożliwia jej na przykład poruszanie się. Jej codziennością są więc ćwiczenia, rehabilitacje. Łucja także każdego dnia wykonuje ćwiczenia i to często takie, które zdają się wręcz katować jej ciało, po to aby osiągnąć doskonałość w tańcu i stanąć w świetle reflektorów jako solistka.

Kontrastowe wydaje się być natomiast podejście bohaterek do życia. Optymizmu mogliby uczyć się od Nastki wszyscy, którzy ją otaczają. Radością życia i wewnętrzną energią dorównuje jej chyba tylko pani Józefina, której także poświęcę kilka słów później. Łucja natomiast nieustannie zmaga się z życiem, jest w stanie poświęcić dla tańca dosłownie wszystko. Dręczą ją pytanie związane z bolesną przeszłością.

W książce wielokrotnie podkreślana jest niezwykła więź między siostrami. Pomimo ograniczeń wynikających z niepełnosprawności Nastki, kobiety rozumieją się doskonale.

Leopold, czyli główna postać męska, jest wykreowany równie dobrze jak te kobiece. To skomplikowany, wrażliwy mężczyzna, który nie jest w stanie zaakceptować tego, że w jego życiu nie ma Leny. Jednocześnie jest bardzo troskliwym ojcem i kimś, kto nie potrafi uwolnić się od przeszłości.

Przez „Święto ognia” przewijają się też bardzo ciekawe bohaterki i bohaterowie drugoplanowi. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Józefina – kobieta wulkan, chodząca energia. Po prostu nie sposób jej nie lubić.

W książce fabuła przedstawiana jest z punktu widzenia różnych postaci. W szczególności zainteresowała mnie narracja prowadzona przez Nastkę i Leopolda. W części, gdzie Anastazja przybliża nam wydarzenia, urzekł mnie kunszt językowy. Ciekawe słowotwórstwo, sposób budowania zdań – czyta się to fantastycznie. W części Leopolda poruszyła mnie głębia emocji.

Jeśli nie miałaś/ nie miałeś okazji zapoznać się z powieścią „Święto ognia”, a lubisz literaturę piękną, która potrafi wzruszyć i rozbawić, to ogromnie polecam ci tę książkę.

Tymczasem ja planuję seans filmowy, żeby przekonać się czy ta historia tak samo dobrze wybrzmiewa na ekranie kina.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.