[Recenzja książki] Jeffery Deaver „Nocny obserwator”

„Nocny obserwator” to kolejna część cyklu kryminałów z Lincolnem Rhyme i Amelią Sachs. I po raz piętnasty autor zaserwował mi jazdę bez trzymanki. Zbrodnia tym razem nie była za bardzo krwawa. Czytelnik dostał w zasadzie dwa wątki: pierwszy to próba oskarżenia i wsadzenia do więzienia jednego z mafiosów- wątek lekko poboczny oraz drugi wątek, ten główny, czyli motyw nocnego obserwatora- kogoś kto wchodzi w nieznanych celach do domów i obserwuje śpiące osoby, a przy tym zaznacza na różne sposoby swoją obecność w domu ofiary. Niby nic takiego, ale ludzie są przerażeni, a duet Rhyme & Sachs wraz z całym zapleczem zaczynają działać. Aby urozmaicić akcję, a może niektórym życie, do działań włączają się politycy. I zaczyna być jeszcze bardziej emocjonująco.

Do znanych postaci Deaver, jak w każdej książce cyklu, włącza nowych bohaterów, ale nie zapomina o tych, z którymi czytelnik zdążył się zaprzyjaźnić. Styl, podobnie jak bohaterowie, znany, swojski, klimat powieści też bliski. Oczywiście najbardziej znaną i charakterystyczna dla Deavera cechą jest ciągłe mącenie i mylenie czytelnika. Autor podaje rozwiązanie, by za chwilę je rozbudować i przedstawić zupełnie inny wynik, aby po chwili zabawę z odbiorcą zacząć od nowa. Mnie jak zawsze pisarz wyprowadził w pole i to wielokrotnie. Na tym przecież polega zabawa:  myleniu, mąceniu, ale też ciągłej logice. Tutaj i te zmącone przekazy i późniejsze wyjaśnienia zawsze są sensowne i dopracowane. Wszystko się zazębia, pasuje jedno do drugiego i z czegoś wynika. Niby jakaś informacja wyskakuje z kapelusza, ale zaraz okazuje się, iż jest ona tak bardzo oczywista, że bardziej się nie da.

Jak wspomniałam, większość postaci jest znana dla każdego, kto miał przyjemność czytać poprzednie części serii. Dużym plusem jest fakt, iż Deaver w niewielkim stopniu skupia się na życiu prywatnym postaci, jego bardziej interesują działania śledcze i praca policyjna. Tym samym powieść nie jest przegadana, informacje są istotne dla prowadzonych spraw, nie ma tak często teraz spotykanego lania wody. Postaci ewoluują oczywiście, ale zmiany są stopniowe, powolne i idą w dobrym kierunku. Większość budzi moją sympatię, co potęgowało przyjemność czytania.

Jak pisałam, powieść jest bardzo charakterystyczna dla Deavera zarówno pod względem stylu jak i języka. Książka bardzo lekka w odbiorze, przyjemna. No i budzi duże emocje, kilka razy, chociaż przecież pisarza znam od bardzo dawna i wiem, że mąci, myli i prowadzi na manowce, ale kilka razy podczas lektury zdrętwiałam, bo nie byłam pewna, w którą stronę tym razem mnie powiedzie. Tak więc fakt, że pojawiła się kolejna powieść w cyklu Rhyme & Sachs, to wiadomość rewelacyjna. I najfajniejsze jest to, że „Nocny obserwator” w dalszym ciągu trzyma wysoki poziom, tak charakterystyczny dla Deavera.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.