[Recenzja książki] Michał Dąbek „Klauzula siódma”

„Klauzula siódma” Michała Dąbka to wcale udany debiut w dziedzinie powieści kryminalnej. Akcja dzieje się w Warszawie, kiedy zostaje porwana nastoletnia córka znanego biznesmena. Śledztwo prowadzi kontrowersyjny policjant Andrzej Hopkins, a jego partnerem jest młodszy aspirant Marcin Paproch. Tyle w temacie treści książki, teraz zajmę się postaciami. Autor zabawił się w tej dziedzinie i w swojej powieści umieścił całą plejadę naprawdę różnorodnych bohaterów. Zróżnicowanie jest wielkie, tak jak i liczba postaci, każdy inny, przyznaję, że Dąbek zrobił kawał dobrej roboty, bo postaci są bardzo zróżnicowane, dopracowane, to, że mało która postać da się lubić- bo rzeczywiście wyjątki darzyłam jakąś sympatią- to samo życie, chociaż miałam swoich faworytów, którym, pomimo ich charakterków, kibicowałam.

Dalej mamy rozbudowaną fabułę. I tutaj znowu autor bardzo się napracował. Bo zasięg powieść ma niesamowity. Jednak wszystkie wątki wiążą się ze sobą logicznie, wynikają z siebie albo się uzupełniają. Jednak lektura przez to jest trudna, trzeba naprawdę uważnie czytać, żeby nadążyć za akcją, która jest rozbudowana, chwilami wręcz przytłaczała pobocznymi wątkami. Mnie jednak to nie przeszkadzało, wręcz poczytałam sobie to za atut powieści. Ale te szczególiki pozwoliłyby przy produkcji filmowej na wypracowanie nie pojedynczego filmu kinowego, ale solidnego tasiemca w odcinkach. Chyba to przyczyniło się do oswojenia bohaterów z ich wadami i zaletami.

Nie będę oceniała wiarygodności pracy policji, pewnie nie wszystko jest takie, jak w życiu, ale też nie ma tu rzeczy sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem czy bajkowo niewiarygodnych. Dla przeciętnego czytelnika pewnie da się taka akcję przyjąć do wiadomości, przynajmniej z przymrużeniem oka.

Do omówienia zostaje jeszcze język. Dostałam ponad 770 stron nieźle napisanej powieści, czyli kwestia stylu w takim tomiszczu ma znaczenie, bo może ułatwić czytanie albo wręcz uniemożliwić przebrnięcie przez te setki. Cóż, Dąbek chwilami rzeczywiście ma bardzo kwiecisty styl, porównania wręcz powalają, jednak nie przytłacza on w całej powieści, da się więc przebrnąć przez te kwieciste „momenty”, szczególnie opisy terenu czy pogody. Za to częściej razić mogą wulgaryzmy. Dialogi są nimi upstrzone gęsto, ale niekoniecznie rażą, wydają się uzasadnione i twierdzę tak wbrew sobie, bo nie należę do miłośników przekleństw, uważając, iż człowiek inteligentny powinien umieć wyrazić swojej emocje przyzwoitym słownictwem.

Sumując, książkę, pomimo obfitej objętości czytało mi się szybko i sprawnie. Postaci wzbudzają urozmaicone emocje, akcja toczy się wartko, styl kwiecisty, napięcie rosnące wraz z ubywającą treścią, zakończenie zaskakujące, zasugerowane dopiero w trakcie lektury. I odczucie niedosytu,  że czytelnik chce więcej, kolejnych części, aby tylko nie zostawiać bohaterów.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.