[Recenzja] Lana Del Rey na „Blue Banisters” prezentuje osobisty i dojrzały materiał

Krótka przypominajka o dotychczasowych poczynaniach Lany Del Rey

Lana Del Rey to amerykańska piosenkarka, kompozytorka, autorka tekstów. W zeszłym roku zadebiutowała jako poetka, publikując swój pierwszy tomik poezji – „Violet Bent Backwards over the Grass”. Zanim zasłynęła jako Lana Del Rey, publikowała swoje muzyczne wydawnictwa pod pseudonimami May Jailer oraz Lizzy Grant. Zadebiutowała jako Lana Del Rey, wydając utwór „Video Games” w czerwcu 2011 roku. Jej pierwszy album, „Born to Die”, został sprzedany w nakładzie 7 milionów egzemplarzy na całym świecie. Dotychczas nominowano ją sześciokrotnie do Nagrody Grammy. Reżyseriowie produkcji filmowych czy serialowych chętnie czerpią z jej twórczości – przykładem jest film „The Great Gatsby”, na potrzebę którego użyto utworu „Young and Beautiful”.

22 października br. podzieliła się ze światem swym ósmym studyjnym albumem – „Blue Banisters”.

Przegląd „Blue Banisters”

Zanim doszło do premiery „Blue Banisters”, promowano je łącznie czterema singlami, z czego trzy zostały opublikowane w sieci w ten sam dzień (jeden z nich doczekał się video na dwa dni przed premierą płyty), a do czwartego powstały dwa teledyski: oficjalny i alternatywny.

Album otwiera „Text Book” – jeden z trzech pierwszych singli go promujących. Co ciekawe, utwór rozpoczyna się od słów „I guess you could call it textbook”, co można uznać za zaproszenie do jej najnowszego muzycznego notatnika, jakim jest „Blue Banisters” . Bardzo miły ruch ze strony Lany, który już na starcie poinformował nas o intymności panującej na płycie. Na pierwszy plan wchodzi od razu głos artystki – od początku do końca hipnotyzujący, pełen emocji i charyzmy. „Text Book” składa się z powolnych zwrotek, które przygotowują nas na to, co się dzieje podczas refrenu, który jest szybszy, dynamiczniejszy i sprawia, że można poczuć siłę bijącą od słów wyśpiewywanych przez Lanę. Uważam to za idealne rozpoczęcie nowego rozdziału w życiu, karierze, a przede wszystkim za idealne otwarcie albumu. Lana nie rezygnuje z posługiwania się słowem „blue” w znaczeniu „smutny”, co jest dla niej całkiem charakterystyczne. Wspomina o swoim udziale w protestach w ramach międzynarodowego ruchu „Black Lives Matter”.

You know I’m not that girl, you know I’ll never be

Maybe just the way we’re different could set me free

And there we were, screamin’ „Black Lives Matter” in a crowd

By the Old Man River, and I saw you saw who I am

W tytułowym utworze z albumu wspomina o czasie spędzonym z bliskimi, o tym, jakie wsparcie od nich otrzymuje i o tym, jak bardzo to docenia. Wyczekuje maja, ponieważ wtedy wszystkie jej siostry przybywają, by przemalować jej tytułowe „niebieskie balustrady”. Zachwyca nagłymi zmianami tonacji. Z każdą chwilą robi się coraz bardziej emocjonalnie. Na koniec można usłyszeć powolne uderzenia w pianino, co w czarujący sposób zaprasza nas do dalszej przygody z jej najnowszymi kompozycjami. Na początku wspomina o jej zdjęciu, na którym znajduje się na traktorze, co nawiązuje do ekskluzywnej wersji okładki płyty.

Ekskluzywna okładka "Blue Banisters"

Bajkowa „Arcadia” w przejmujący sposób zwraca się do Ameryki, brzmiąc przy tym tak magicznie, że odnosi się wrażenie, jakby przybyła z innej planety. Ma poetycką aurę, ujmuje nastrojowością i nutką romantyczności. Zaliczam ją do jednych z najlepszych utworów, wybranych na single, w całej karierze Lany.

Po „Arcadii” słyszymy „Interlude – The Trio”, całkowicie zmieniające nastrój. Trwa ponad minutę, a na pierwszym planie świetnie wybrzmiewają skrzypce. To interludium można również wyhaczyć na koniec oficjalnego teledysku do wcześniej już wspomnianej „Arcadii”:

Black Bathing Suit” ukazuje kobiecą siłę, niezależność. Lana jest pewna swoich wartości, docenia swoje ciało (ważny przekaz dla społeczeństwa zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy kobiety często padają ofiarami tzw. bodyshamingu, co również spotkało Lanę). Wyraża zmęczenie tym, co się wokół niej dzieje, wspomina o kwarantannie. Wyraża również chęć znalezienia drugiej połówki, by móc z nią robić zwyczajne rzeczy, zapomnieć o tym całym szaleństwie związanym z show biznesem i nie tylko. Pod koniec utworu wyrzuca z siebie emocje, wręcz krzycząc, po czym aż do końca powtarza frazę:

Your inches really made stacks, they were there for me

Beautiful”, które jak na razie jako pierwsza pozycja na albumie trwa mniej niż 4 minuty (nie biorąc pod uwagę interludium), w piękny, pouczający, dający do myślenia sposób opowiada o smutku. Lana krytykuje bagatelizujące podejście do ludzkich problemów. Jej głosowi towarzyszy samo pianino, co nadaje delikatności.

What if someone had asked Picasso not to be sad?

Never known who he was

Or the man he’d become

There would be no blue period

Nadeszła pora na jeden z najmocniejszych momentów krążka – „Violets for Roses”. Zarażająca swą magicznością kompozycja, za pomocą zjawiskowej melodii, oficjalnie otwiera nowy rozdział w żywocie piosenkarki. Jest to pewnego rodzaju odrodzenie i nabranie świadomości o własnej wartości. Lana stawia siebie na pierwszym miejscu – swoje szczęście, uczucia, upodobania, a także tytułowe róże. Utwór ten z  każdym przesłuchaniem zaraża swoją siłą jeszcze bardziej oraz oczarowuje aranżacją, melodią i głosem autorki. Sprawia, że pragnie się obcować z jej muzyką jeszcze częściej.

Ever since I fell out of love with you I fell back in love with me

Dealer” to kolejna mocna propozycja, jako jedyna wykonana z innym artystą, a mianowicie z Miles’em Kane’m, który na co dzień występuje w zespole The Last Shadow Puppets wraz z Alex’em Turner’em. „Dealer” jest jednym z najbardziej osobistych utworów na płycie. Głosy wokalistów wprowadzają w stan osłupienia, przejęcia, niepokoju. Oboje dali tu prawdziwy pokaz wokalny, a w szczególności autorka płyty. Można poczuć cierpienie wylewające się z wyśpiewywanych (a nawet i momentami wykrzykiwanych) słów. Całość wypełnia smutek. Dzięki takim kompozycjom jak „Dealer”, z czystym sumieniem stwierdzam, iż Lana Del Rey jest artystką przez wielkie A.

W „Thunder” Lana hipnotyzuje swym głosem, zwłaszcza podczas refrenu. Śmiem stwierdzić, iż można się zatracić. Obok „Dealer” jest to, według mnie, najlepszy kawałek, jeśli chodzi o ukazanie piękna barwy wokalu Lany. Ważną rolę odgrywa również idealnie zgrana aranżacja, uzupełniająca głos wokalistki, na czele ze skrzypcami.

Jeden z trzech singli wydanych w ten sam dzień, „Wildflower Wildfire”, jest kolejnym utworem, posiadającym wyjątkowo zauważalny osobisty wydźwięk. Nie sposób przejść obojętnie obok warstwy lirycznej, ale oczywiście również i muzycznej. Przez niemalże cały utwór Lanie towarzyszy samo pianino, aż na koniec pojawiają się inne instrumenty, nadające siłę kompozycji.

Blue Banisters” zamyka „Sweet Carolina”. Dostarcza masę pozytywnych emocji, ukojenia, nadziei. Jest pełna delikatności, kobiecości, urokliwości. Głos Lany ozdabia piękne brzmienie pianina. „Sweet Carolina” jest idealnym zwieńczeniem najnowszej produkcji Lany Del Rey.

Podsumowanie i ostateczne wrażenia

Lana Del Rey na „Blue Banisters” odkrywa się przed słuchaczami całkowicie. Jest to jeden z jej najbardziej osobistych albumów. I z pewnością jeden z najbardziej dojrzałych. Artystka udowadnia skalę swojego talentu oraz możliwości. Ubarwia całość pięknymi metaforami, ważnym przekazem, szczerością i naturalnością, wypływającą prosto z jej serca. Nadaje świeżości swej twórczości, bowiem zrywa z siebie łatkę monotonnej, wydając płytę, pełną różnorodności – zarówno w warstwie muzycznej, jak i lirycznej.

Dodatkową gratką dla fanów jest fakt, iż album zawiera aż 15 kompozycji, a większość z nich trwa po ponad 4 minuty, a niektóre nawet i po ponad 5 minut.

Na oficjalnej stronie Lany można zaopatrzyć się w przeróżne wersje krążka: CD, kasety, winyle. Oprócz tego dostępne są również ekskluzywne boxy, a także plakaty z autografem artystki.

https://www.lanadelrey.com/

Tracklista:

1. Text Book
2. Blue Banisters
3. Arcadia
4. Interlude – The Trio
5. Black Bathing Suit
6. If You Lie Down with Me
7. Beautiful
8. Violets for Roses
9. Dealer
10. Thunder
11. Wildflower Wildfire
12. Nectar of the Gods
13. Living Legend
14. Cherry Blossom
15. Sweet Carolina

 

 

 

 

 

Leave A Reply

Your email address will not be published.