„Pieśni łaciatych krów” Łukasza Staniszewskiego to powieść oparta na prostym założeniu: wyniszczająca susza rozsadza zamknięty świat warmińskiej wsi. Woda się kończy, magia przestaje działać, a reguły wspólnoty wychodzą na wierzch. W centrum stoi Bernard Witten – gospodarz niechętny ludziom, skupiony na pracy i stadzie krów. Ma wiedzę i zasoby, by ocalić wieś, ale długo nie chce brać za to odpowiedzialności.

Pieśni łaciatych krów – Łukasz Staniszewski

Warmia bez sielanki

Świat przedstawiony przez Staniszewskiego to Warmia daleka od sielankowych obrazków. To kraina duszna, pełna cieni, szeptów i zabobonów, gdzie sacrum nieustannie walczy z profanum. Tu Śmierć może pomylić nazwiska na liście, diabły wpadają z wizytą do chytrego księdza, a granice między jawą, snem a metafizyką zacierają się w upale wysuszającym ziemię. Autor ze sprawnością splata agrarną codzienność z onirycznymi wizjami, tworząc mikrokosmos, w którym lokalna klęska żywiołowa nabiera wymiaru małej, osobistej apokalipsy. W tym małym świecie, pod wpływem braku wody, z ludzi zaczynają wychodzić demony – nie te nadprzyrodzone, ale te głęboko zakorzenione w ludzkiej naturze: chciwość, pożądanie i niepohamowana agresja.

Bernard Witten – antybohater

W centrum tej opowieści stoi Bernard Witten, postać będąca antybohaterem w najczystszej postaci. To człowiek twardo stąpający po ziemi, pragmatyk, który gardzi ludźmi, a w szczególności marzycielami i ich wiarą w dyduki, leczenie u Baby czy porady od duchów. Jego światem jest praca, a jedynymi istotami, które darzy autentycznym uczuciem, są jego krowy. Ta postać, na pozór prosta w swojej niechęci do świata, staje się skomplikowanym katalizatorem wydarzeń. Gdy nad Warmię nadciąga katastrofalna susza, a magia przestaje działać, to właśnie on, dzięki swojej zapobiegliwości, staje się jedyną osobą, która może ocalić wieś. Pytanie tylko, czy będzie chciał.

Język i motywy

Siłą napędową tej historii jest język. Staniszewski operuje prozą, która jest jednocześnie poetycka i dosadna, melodyjna i brutalna. Potrafi z czułością opisywać przywiązanie Bernarda do ziemi i zwierząt, by w następnym akapicie uderzyć w czytelnika naturalistyczną sceną pełną czarnego humoru i rozpaczliwej erotyki. Ta stylistyczna mieszanka sprawia, że książka, mimo ciężaru tematycznego, wciąga i nie pozwala się odłożyć.

Tematy układają się jasno. Woda tworzy nową hierarchię i staje się narzędziem władzy. Wspólnota ulega rozkładowi pod presją niedoboru. Ludzie w skrajnych warunkach zachowują się coraz bardziej instynktownie, zwierzęta stanowią punkt odniesienia porządku i lojalności. Cała powieść dzieje się lokalnie, ale mówi o sprawach szerszych: o cenie niezmienności, o lęku przed zmianą, o odpowiedzialności za innych.

Podsumowanie

„Pieśni łaciatych krów” to lektura wymagająca i z pewnością nie dla każdego. Czytelnicy szukający prostej fabuły, sympatycznych bohaterów i łatwych odpowiedzi mogą poczuć się zagubieni lub nawet odrzuceni. Jeśli jednak cenicie w literaturze oryginalność, głębię psychologiczną i odwagę w przełamywaniu gatunkowych schematów, ta książka może okazać się czytelniczym objawieniem. To pełna symboli opowieść o rozkładzie starego świata, o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy zabraknie mu nie tylko wody, ale i moralnych fundamentów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.