Rod Stewart w Łodzi [RELACJA]

Fot. Alicja Gęsiewicz

18. czerwca Sir Rod Stewart wystąpił w łódzkiej Atlas Arenie. Artysta zapewnił polskiej publiczności niezapomniane show, podczas którego nie zabrakło hitów tj. „Maggie May” czy „Sailing”. Organizatorem wydarzenia był Live Nation.

Rod Stewart punktualnie o godzinie 20 rozpoczął koncert energicznym utworem „Infatuation” z albumu Camouflage wydanym w 1984 roku. Następnie wybrzmiał cover Bonnie Tyler „It’s a Heartache”, który poderwał tłum z krzeseł. Od początku wiadomo było, że polska publiczność będzie drugim, nie mniej ważnym, bohaterem tego wieczora. Przez prawie 2-godzinne show ludzie żywo reagowali zarówno podczas elementów humorystycznych koncertu, jak i w znaczących momentach nostalgii.

Rod Stewart podczas występów w ramach trasy „Live in Concert – One Last Time” postanowił nie tylko zabrać fanów w sentymentalną podróż wieloletniej kariery artysty, ale także oddać hołd swoim kolegom muzykom. Jednym z nich było wykonanie „People Get Ready”, który wokalista nagrał w 1985 roku wraz z nieżyjącym już gitarzystą Jeffem Beckiem oraz dedykacja dla zmarłej dwa lata temu Christine McVie, znanej z zespołu Fleetwood Mac.

Artysta postanowił również zabrać głos wspierając Ukrainę podczas „Rhythm of My Heart”. Antywojenne przesłanie utworu dopełniał strój Roda Stewarta w niebiesko-żółte barwy oraz wyświetlane zdjęcia zniszczonej Ukrainy i prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Podczas show nie mogło zabraknąć powrotu do korzeni Roda Stewarta, a więc szkockich rytmów i piłkarskich elementów, jak pamiątkowych piłek rzucanych w stronę fanów (wokalista początkowo miał zostać piłkarzem oraz jest wielkim kibicem drużyny Celtic Glasgow).

Absolutnie trzeba wspomnieć o znakomitym zespole Roda Stewarta, w tym chórzystkach (Holly Brewer, Becca Kotte i Joanne Harper), harfistce (Julia Thornton), gitarzystach (Don Kirkpatrick, Emerson Swinford), basiście (Curt Schneider), perkusiście (Matt O’Connor), klawiszowcu (Kevin Savigar), skrzypaczkom (J’Anna Jacoby i Chandra Meibalane) oraz saksofoniście Jimmym Robertsie, dzięki któremu koncert zyskiwał wyraźnie bluesowych tonów.

Wieczór zakończył się bisem i hitami „Da Ya Think I’m Sexy” oraz „Sailing” pozostawiając fanów w znakomitym nastroju. Rod Stewart udowodnił, że nie imają się go upływające lata i nadal jest w świetnej formie, zarówno fizycznej, jak i wokalnej. Charakterystycznie zachrypnięty, ale jednocześnie łagodny głos pozostaje silny i niezrównany, a taniec i poczucie humoru artysty sprawia, że ciężko uwierzyć, że to ten hasłowy „One Last Time” na scenie.

Organizatorem koncertu była firma Live Nation, której serdecznie dziękujemy!

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.