[Wywiad] Ewa Przydryga: ,,Lubię eksperymentować twórczo”

24 listopada odbyła się premiera najnowszej książki Ewy Przydrygi pt. „Mursz”. Z tej okazji miałam przyjemność porozmawiać z autorką.

Na naszej stronie znajduje się recenzja „Murszu”:

[Recenzja] Ewa Przydryga w książce pt. ,,Mursz” prezentuje gamę różnych emocji

Dzień dobry! 24 listopada br. odbyła się premiera Twojej najnowszej książki pt. „Mursz”. W związku z tym, jakie emocje Ci towarzyszą? Z każdą premierą jest Ci łatwiej się otworzyć czy wręcz przeciwnie?

Na pierwszy plan wysuwają się dwie emocje – radość, bo książka, która do tej pory była tylko wytworem wyobraźni, nabiera swojej fizycznej formy. Pachnie drukiem i trafia na półkę księgarni. Radość, bo następuje ten moment podzielenia się utkaną przeze mnie historią z Czytelnikami. Na drugim biegunie emocji jest też ciekawość, lekki stres i niewiadoma, czy historia przypadnie do gustu Czytelnikom. Jeśli chodzi o skalę emocji, jakie mi towarzyszą z każdą kolejną książką – są zawsze ekstremalnie wysokie, nigdy nie wpadam w rutynę ☺

Tytułowy mursz w Twojej najnowszej książce został przedstawiony jako coś złego, budzącego grozę i niepokój. Dlaczego do tej „roli” wybrałaś właśnie mursz?

Mursz to posępny, kaszubski las, w którym na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat dochodziło do przelewu krwi. Wybrałam las za arenę wydarzeń w swojej książce, bo las jest prywatnie wentylem dla moich własnych lęków i stresów. To tam odreagowuję różne sytuacje i problemy. To też tam się odprężam nim wrócę do czekających na mnie obowiązków. To tam buduję mentalną mapę wydarzeń w swojej powieści. W dość naturalnym i spontanicznym odruchu postanowiłam więc swój książkowy las zabarwić mrocznym pierwiastkiem, takim, który będzie wpisywał się w gatunek, jakim jest thriller.

Akcja „Murszu” odbywa się w lesie. Dotychczas Twoi czytelnicy mogli śledzić losy wykreowanych przez Ciebie bohaterów np. w światowej stolicy mody, jaką jest Paryż, w gdyńskim pensjonacie i w innych miejscach. Co Cię przyciągnęło do lasu?

Odpowiedziałam w powyższym pytaniu ☺

Masz swój ukochany las, który odwiedzasz najczęściej i z największą przyjemnością?

Największym sentymentem darzę obszar Wielkopolskiego Parku Narodowego, szczególnie ten, który znajduje się na terenie Puszczykowa. Wiąże mnie z nim cała masa dobrych wspomnień z okresu dzieciństwa. Wartki nurt rzeki Warty, lepka żywica, które sklejała palce, sznury nawleczonych na prowizoryczny naszyjnik szyszek, zbierane prosto z krzaczka jagody, a przede wszystkim ludzie, którzy wpisani byli w te wspomnienia. W Puszczykowie panuje też pewnego rodzaju mikroklimat. To wszystko sprawia, że wciąż lubię wracać w to miejsce. Ostatnio odkryłam biegnącą przy ośrodku ZHP ścieżkę. Jest niemal zawsze pusta, a biegnie malowniczą trasą, na wzdłuż klifu, u podnóża którego biegnie rzeka. Genialne miejsce ☺

Narracja w Twoich książkach jest różna. Czasem jest trzecioosobowa, a czasem pierwszoosobowa. W „Miała umrzeć” mamy nawet dwie bohaterki, które prowadzą narrację. A jakiej narracji możemy się spodziewać w „Murszu”?

Lubię eksperymentować twórczo, dlatego i tym razem zdecydowałam się na pewną innowację. Opowieść widziana będzie oczami trzech bohaterek, które z różnych względów, pod wpływem różnych okoliczności, silnie związane będą z lasem.

„Mursz” to już Twoja szósta powieść. Od premiery Twojego debiutu, „Motyli i ciem”, minęło już 6 lat. Z perspektywy czasu, jak postrzegasz swoją pierwszą książkę? Dokonałabyś w niej pewnych zmian?

Patrząc na „Motyle i ćmy” z miejsca, w którym teraz jestem, na dalszym odcinku tej mojej twórczej drogi, zauważam w tej historii pewne niedoskonałości. Mimo tego nie zmieniłabym w niej niczego. Patrzę na nią z pewną nawet czułością i pobłażliwością, bo Ewa Przydryga sprzed sześciu lat była taką właśnie najlepszą wersją samej siebie na tamtym etapie. Dzięki „Motylom i ćmom” nabrałam pewnej ogłady twórczej, nauczyłam się tego, jakich błędów unikać, skierowałam się ku nowym wyzwaniom, zaczęłam odważnie i z wigorem rozwijać skrzydła. Myślę, że jest to naturalną konsekwencją próby rozwoju.

Zdarza Ci się wracać do swoich wcześniej opublikowanych powieści?

Tak, ale wracam raczej do pojedynczych fragmentów. Ubolewam też nad tym, że ostatnio brakuje mi nawet czasu na czytanie powieści innych autorów. Wynika to z dość intensywnego tempa prac nad moimi nowymi powieściami.

Akcja w Twoich powieściach z reguły rozgrywa się w polskich miastach. Wśród nich króluje Trójmiasto, choć pochodzisz z Poznania i zresztą też w nim mieszkasz. To kwestia Twojego zamiłowania do morskich klimatów?

To prawda, morze zawsze ze mną silnie rezonowało. Jak już pewnie zdążyłaś się zorientować jestem #naturefreak, przyroda jest niejako wpisana w tło moich powieści, staje się pewnego rodzaju bohaterem drugoplanowym, wpływa na bohaterów i relacje między nimi. Niejednokrotnie to właśnie tam, w lesie albo nad morzem, umieszczam emanujące grozą rozdziały. Morze stwarza do tego idealną okazję – potrafi być przecież nieokiełznane i groźne. Niewykluczone jednak, że pisząc kolejną książkę wkrótce wrócę w swoje rodzinne strony. Poznań i okolice kryją niemniej mrocznych historii 😉

Kiedy spostrzegłaś, że Twoim zainteresowaniem jest pisanie? Od zawsze miałaś lekkie pióro czy nadeszło to z czasem?

Najpierw zaczęło się od naprędce wymyślanych historii, które opowiadałam na spacerach swoim młodszym kuzynkom. Faktycznie w szkole podstawowej nauczyciele nagradzali moje opowiadania wysokimi ocenami, jednak w okresie liceum to się zmieniło, a to głównie dlatego, że byłam dość niesubordynowanym uczniem. Często byłam na bakier z kanonem obowiązujących lektur i to rzutowało na moje oceny. Jednak oceny to jedno, zamiłowanie do tworzenia to zupełnie coś innego. Długo zwlekałam jednak z myślą o zajęciu się zawodowym pisaniem książek. Pierwsza, nieśmiała próba przyszła tuż po zakończeniu studiów, ale i wtedy nie wiązałam z pisarstwem swojej zawodowej przyszłości. To się zmieniło wraz z dołączeniem do grona autorów wydających pod banderą Muzy ☺

Co wpłynęło na to, że postanowiłaś przestać pisać do szuflady i zdecydowałaś podzielić się swoją twórczością ze światem?

To nie był chyba jeden, krótki bodziec, a raczej myśl, która we mnie dojrzewała od jakiegoś czasu. Kiedy uznałam, że książka jest na tyle dopracowana, by spróbować się nią podzielić, rozesłałam swoją propozycję wydawniczą do kilku wydawców. Kierowała mną chyba przede wszystkim ciekawość.

Thrillery psychologiczne często bywają zagmatwane, potrafią twórcom sprawić nie lada trudność – w końcu należy uważnie zagłębić się w psychikę wykreowanego bohatera i przy tym nie zwariować. Tobie przychodzi to z łatwością?

To prawda, ten gatunek jest szczególnie wymagający jeśli chodzi o odporność psychiczną twórcy 😀 Zagłębianie się w meandry umysłu osób zranionych wieloletnią traumą albo osób psychicznie chorych, jest pewnego rodzaju obciążeniem. Staram się więc zachować higienę swojego umysłu. Po kilku wyczerpujących emocjonalnie rozdziałach staram się na pewien czas odciąć od tego świata, który tkam w książkach. Wyjście na spacer, spotkanie z przyjaciółmi, relaksujący film albo przyziemne obowiązki bardzo w tym pomagają. Chyba udaje mi się skutecznie utrzymać ten balans.

Jesteś absolwentką filologii angielskiej. Pracujesz jako nauczycielka i tłumacz języka angielskiego. Nie masz problemu z łączeniem tych prac z tworzeniem kolejnych książek? Jak Ty znajdujesz na to wszystko czas?

W tej chwili nie pracuję już jako nauczycielka. Zrezygnowałam z tego zajęcia na rzecz pisania, które całkowicie zdominowało moją pracę. Byłoby mi trudno równolegle wkładać tyle samo wysiłku w nauczanie co w wydawanie dwóch książek rocznie. Nie lubię półśrodków, jeśli się w coś angażuję, to całym sercem.

Filologia angielska, pisanie książek… Można wywnioskować, że posiadasz duszę humanisty. Miałaś w szkole problemy z przedmiotami ścisłymi czy wszystko szło Ci dobrze? 

Jestem zdecydowanie humanistką. Lekcje matematyki do teraz wywołują u mnie gęsią skórkę, niejednokrotnie śnią mi się po nocach. I nie są to przyjemne sny 😀 Co dziwne, za przyswajanie języków obcych odpowiada podobno lewa półkula, a akurat z tym radziłam sobie całkiem nieźle. Logika, powiązana niejako ze ścisłymi przedmiotami, bardzo przydaje się jednak w budowaniu poszczególnych scen, scalaniu wątków, budowaniu relacji między bohaterami. Wniosek z tego jest więc chyba taki, że jestem humanistką z dominującą prawą półkulą, ale i z domieszką lewej.

Bohaterom Twoich książek towarzyszy muzyka Sarsy. Zresztą Twój debiut ma identyczny tytuł jak jedna z jej piosenek, a jej „Volta” pierwotnie miała nazywać się jak Twoja „Zatrutka”. W „Murszu” też można się spodziewać takiego muzycznego akcentu?

Tym razem przy pisaniu towarzyszyła mi inna muzyka, jednak równie mroczna i przejmująca. Na mojej playliście, w słuchawkach, w absolutnym zapętleniu, odpalony były trzy płyty brytyjskiego zespołu „Daughter”.

Po „Murszu” zabierasz się za tworzenie kolejnej książki? Zgromadzasz już nowe pomysły i inspiracje? 

Tonę właśnie w notatkach, które sukcesywnie sporządzałam przez ostatnie tygodnie. Liczę na to, że z tego chaosu w ciągu najbliższych dni wyłoni się mrożąca krew w żyłach historia ☺

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję!

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny