Koza x Kuba Więcek Niebo nad Berlinem [Recenzja]

Problematyczny album składu, który nie nazywa się Problem

Dla wszystkich malkontentów wciąż powtarzających jak mantra, że Polacy to takie gęsi, które z muzyki jedynie pasztet potrafią zrobić śpieszę z informacją, że czasem to nawet zjadliwe produkty potrafią wysmażyć. Możliwe, że nawet wegańskie, mimo, że w składzie jest kozina.

21 maja wyszedł bowiem album rapera Kozy (Kamila) oraz jazzmana Kuby Więcka. Tak, tego Kozy, który był oskarżony o gwałt, zlinczowano go w internecie, potem znikł, a teraz wypłynął na szeroki przestwór oceanu z człowiekiem skrajnie nie kojarzącym się z rapem.

Niebo nad Berlinem jest nad wyraz gęste, treściwe i nasycone stylem Kamila do którego przyzwyczajał nas dotąd w swojej twórczości. Pytanie tylko, czy jest jeszcze dla niego miejsce? Czy jest publika? Już przed wydarzeniami z zeszłego roku raper polaryzował ogromną ilość osób. Niejako stawiając się, bądź będąc stawianym przez wielu jako orędownik burzenia fałszu oraz zakłamania z gracją kuli wyburzeniowej. Czy jednak dowiemy się kiedykolwiek prawdy jak wyglądał jego związek, którego sprawa gwałtu dotyczyła? Czy jako widzowie/ słuchacze w gruncie rzeczy musimy?

Powoli dochodzimy do etapu transparentności. Każdy nasz krok jest niejako śledzony po wielokroć na różnorakie sposoby dostarczane przez nas samych. Tworząc niejako takie jednoosobowe wyspy kulturowe wymagamy tego również od ludzi, których twórczość śledzimy. Pytanie brzmi – po co.

Niebo nad Berlinem można definiować linijką z Duchów na temat listu. Bo tak naprawdę ten album to sto procent stwarzania światów Kamila – jest tu gęsto od nawiązań, momentami wręcz niemożliwych do całościowej interpretacji (on sam podkreślał to w wywiadzie chociażby dla Czwórki Polskiego Radia). Pomysł goni następny, pełno tu zakrętów, a wszystko można zinterpretować w najprostszy sposób – oto jego wyjątkowy sposób na wybielenie się. Jednak czy życie to film, a my jesteśmy świadkami kolejnego performance? A z drugiej strony otrzymujemy coś co jest cudownym wręcz rozbudowaniem jego występu z Młodymi Wilkami Chlup Chlup.

Dużo tu o tekstach, a mało o muzyce, a wstydem byłoby nie poruszyć również tego aspektu. To co stworzył Kuba jest ujmująco niepokojące i rozchwiane. Jego bity to fascynująca baza, która potrafi wręcz wybuchnąć podczas koncertów. Można być tego świadkiem zarówno w zamieszczonym na YouTube wykonaniu live utworu Bezdech jak i koncercie w Porcie Kultury. Talent Więcka objawił się również w utworze Tektoniki Kapsaicyna, gdzie udowodnił, że pracując z Kamilem dopiero rozpoczął swoją przygodę z rapem.

Stworzyć melodię do rapu, którą można zanucić a zarazem uniknąć brzmienia taniej dyskoteki– brzmi to jak żart i to taki niski lotów. A jednak możliwy, a nawet wykonany z charyzmą, która potrafi zaskoczyć i wywieźć w pole – dla niedowiarków polecam chociażby Serce bądź Faszyzm.

Czy ta płyta to obiecana rewolucja? Dla poszukujących tekstów, które są bardziej złożone niż częstochowskie rymy jak najbardziej to punkt solidny. Dla fanów niebanalnych aranżacji melodyjnych również. Pozostaje jedynie czekać na obiecane koncerty by móc doświadczyć tego berlińskiego nieba na żywo.

Michał Pruszyński

Leave A Reply

Your email address will not be published.

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 5107