[Recenzja Książki] Joanna Dulewicz – „Sukcesja”

Sukcesja jest zaskakującym thrillerem. To pierwsza książka jaką pamiętam, do której zmieniłem swoje zdanie w trakcie. Nie chcę na początku wskazywać minusów, ale jeśli musiałbym to zrobić, to postawiłbym na sam początek – przyjęcie w Węglanowskim pałacu Sary Blosh. Węglanowo jak się okazuje, tak naprawdę nie istnieje na mapie Polski. Jest to miejscowość wymyślona przez autorkę książki.

Dlaczego nie polubiłem początku? Nie wynika to ze stylu pisania autorki – mam na myśli przebieg uroczystości, którą zorganizowała w swoim dworku Sara Blosh, dla członków tej bliższej jak i dalszej rodziny. Udawanie uprzejmości, szykowne ubrania i miła atmosfera na pokaz? Nie chciałbym się znaleźć w takim położeniu. Na początku też jest dużo postaci, ale później się one rozmywają i przechodzą na drugi plan, a Ci „najważniejsi” wiodą główną rolę.

Rodzinne spotkanie przebiega dobrze, do czasu aż w jednym z pokoi dworku zostaje odnalezione ciało Tomasza Wileckiego, biznesmena, a także człowieka, który uważa, że należy mu się wszystko. Potrafi precyzyjnie manipulować ludźmi dookoła siebie, co ukazane jest w historii z jego przeszłości. Tomasz naraził się wielu osobom, ale tylko jedna miała bardzo poważny motyw, by go aż zamordować.

Tak jak wyżej wspomniałem – poznajemy bohaterów i ich przeszłość oraz czas teraźniejszy. Powieść jest rozłożona na 2001 rok i 2021. Joanna Dulewicz pokazuje jak przeszłość i jej historia może rzutować na to, co przyniesie owe „kiedyś”. Kiedyś to dziś.

Główny motyw jaki się pojawia to miłość m.in matki do dziecka. Ale nie taka normalna, zwyczajna, lecz aż zanadto nadopiekuńcza, która działa na nastolatka odwrotnie niż ta matka tego chciała. Wybaczanie i wyciąganie syna z okropieństw, które zrobił innym ludziom począwszy od manipulacji, chorych fantazji seksualnych, do wykorzystywania swojej pozycji i tego, że jego rodzicielka wyciągnie go z największego bagna, w które wpadnie.

Nie miałem tutaj ulubionego bohatera, to też zdarzyło mi się po raz pierwszy. Autorka tak dobrze opisała charakterystykę każdej postaci, że nie umiem dokonać wyboru, kto jest lepszy, choć zdecydowanie Tomasz Wilecki do tych „lepszych” absolutnie, nie należy.

To, co mnie przyciągnęło jak magnez do lodówki i sprawiło, że przyspieszyłem mocno tempo czytania ostatnich stu stron, jest totalna zmiana akcji. Przez moment poczułem się zagubiony w tym, co w pewnym momencie się dzieje, a później też zaskoczony, że żadna z ewentualnych osób, które podejrzewałem za tę zbrodnię, jest niewinna.

Książka jest długa, ale czyta się ją szybko. Ale tylko wtedy, gdy wpadniemy w sidła tej historii.

Leave A Reply

Your email address will not be published.