[Recenzja książki] Katarzyna Bonda „Kobieta w walizce”

Tak bardzo dobrze czytało mi się „Zimną sprawę”, że bezpośrednio po jej lekturze rozpoczęłam przygodę z kolejną częścią cyklu o Hubercie Meyerze czyli „Kobieta w walizce”. Tytułowa kobieta pojawia się już na pierwszych stronach, oczywiście zlokalizowana w walizce, niestety, martwa. No i zaczyna się śledztwo, w którym podejrzewa się, iż jest to zaginiona Klaudia Janus. A że większość świadków i podejrzanych, jak zawsze, mąci i kręci, śledztwo jest bardzo utrudnione. Tym razem główne skrzypce gra wcale nie  Hubert, ale jego podwładny, poznany w poprzednim tomie Grzegorz Kaczmarek.

No właśnie, do połowy „Kobiety w walizce” Meyera było jak na lekarstwo, główny bohater został osunięty gdzieś na bardzo poboczny tor, ale zabieg ten wcale książce nie zaszkodził, wprost przeciwnie,  dodał serii świeżości i lekkości. Przyczyna tkwi pewnie w osobowości nowego bohatera, Krzysztofa, którego czytelnik wręcz musi darzyć sympatią i życzyć mu powodzenia.

Postaci jak zawsze jest duża liczba, wszystkie dobrze wykreowane i  scharakteryzowane. Każda z nich ma do odegrania własną, ważną dla akcji rolę, nie ma tam niczego ani nikogo w nadmiarze, jeżeli ktoś się pojawia na stronach tej powieści, na pewno ma  jakieś znaczenie dla wydarzeń.

Akcja jak zawsze pędzi w zawrotnym tempie, wydarzenia następują jedno za drugim i podobnie jak bohaterowie, każde jest istotne i ma swoje konsekwencje, i na maksa przyczynia się do rozwiązania sprawy. A problem gmatwa się ze strony na stronę, wprawiając czytelnika w prawdziwe oszołomienie. Co sobie cenię w dobrych kryminałach, a  odnalazłam w „Kobiecie w walizce”, to logika odsłanianych faktów, sensowne uzasadnienie kolejnych wydarzeń oraz wiarygodne motywy sprawców. Do plusów zaliczam też fakt, iż przestępstwa popełniają nie jacyś wydumani mięśniacy, ale tak jak w życiu ludzie zupełnie zwyczajni, wydawałoby się sąsiedzi zza płotu. Do tego pisarka nie emanuje brutalnym opisami i oszczędza mi wulgarnego języka, a styl powieści jest lekki i swobodny w odbiorze. Książka po prostu przylepia się do rąk i oczu, na zasadzie jeszcze parę stron, jeszcze jedna scena. Bo ciekawość aż dusi, bo chcę poznać motyw, bo znowu coś się wyjaśni. Po prostu rewelacyjne budowanie napięcia.

A tak na marginesie dopiszę, iż bardzo się cieszę, że autorka postanowiła wreszcie zakończyć ciągnący się kilka tomów wątek przestępstwa Huberta, od jakiegoś czasu był to dla mnie jedyny zgrzyt w kolejnych częściach, ciągnący się niemiłosiernie, irytujący i chwilami przynudzający. Tym bardziej spodobała mi się „Kobieta…”, w której ten wątek znalazł swój koniec. Teraz tylko pozostaje mi żywić nadzieję, że będą kolejne tomy, bo zrobiło się wyjątkowo ciekawie. Pani Kasiu, czekam.

spot_imgspot_img

Subscribe

Related articles

Fontaines D.C. łączy siły z Rosalíą. Premiera utworu „Where Is Gone?”.

Poznaliśmy kolejny singiel z nadchodzącej płyty Fontaines D.C. "Dopamine...

Recenzja: Half Light – „ColorCode”. Każdy kolor ma swój dźwięk

Czy muzykę można opisać kolorami? Half Light na płycie...

„Królestwo” – premiera płyty ShataQS z udziałem Leszka Możdżera. Trasa koncertowa

Nie tworzę wyłącznie po to, aby muzyka dostarczała przyjemnych...

Kinowe premiery września

Wrzesień 2026 przyniesie sporo wyczekiwanych premier kinowych. Nie zabraknie...

Hollywood Vampires już za tydzień zagrają w Polsce

Hollywood Vampires powracają do Polski. W najbliższy czwartek zagrają...
spot_imgspot_img