[Recenzja książki] Lydia Millet w ,,Ewangelii dzieciństwa” w bezkompromisowy sposób obnaża słabości dorosłych

Lydia Millet

Lydia Millet to amerykańska powieściopisarka. Na swoim koncie ma kilkanaście powieści oraz zbiorów opowiadań. Często porusza w swoich utworach tematy relacji między ludźmi i zwierzętami, czego nie zabrakło w jej najnowszej książce pt. ,,Ewangelia dzieciństwa”, która była finalistką konkursu National Book Award 2020 for Fiction i została uznana za jedną z dziesięciu najlepszych książek roku przez New York Times Book Review. Co ciekawe, powieść ta została wydana już w 2020 roku za granicą, pod nazwą ,,A Children’s Bible”, lecz polska wersja w przekładzie Agi Zano pojawiła się w księgarniach dopiero 26 stycznia br.

Zarys fabuły ,,Ewangelii dzieciństwa”

Wszystko zaczyna się niewinnie. Mamy naszą narratorkę, Eve, i jedenaścioro innych dzieci, którzy wbrew własnej woli znaleźli się w letnim domku. To wszystko w ramach wakacji. Można by uznać, że ich rodzice mieli wspaniałe intencje. W końcu nie każdy może (albo nie chce) sobie pozwolić na taki wypad. Ale ich rodzicom chodziło o tylko jedną, a właściwie o kilka rzeczy, które niestety są całkiem powszechne, jeśli chodzi o przedstawianie takiego typowego obrazu rodziny. Przede wszystkim chodziło im o alkohol i rozmowy na dość próżne tematy. Dzieci.. owszem, ich dzieci były dla nich ważne, lecz nie potrafili otworzyć się na ich potrzeby. Przez co doszło do naprawdę wielu spięć, niedomówień i nieprzyjemności. Czy rodzice będą w stanie spojrzeć inaczej na świat ich dzieci? Czy dojdzie do porozumienia między tymi dwiema różnymi grupami?

Dzieci były tak bardzo uprzedzone do swoich rodziców, że się do nich nie przyznawały. Ba! Nawet wymyśliły grę, która polegała na tym, aby jak najdłużej i jak najskuteczniej ukrywać swoje pochodzenie przed rówieśnikami. Jednakże zdarzały się sytuacje, gdy któryś z rodziców zwracał się wprost do swojego dziecka, i w ten sposób dochodziło do jego eliminacji. Czy komukolwiek uda się wytrwać do końca, bez wyznawania prawdy o swojej rodzinie?

Najgorsze z przestępstw trudno jednak było precyzyjnie zdefiniować, a zatem także wymierzyć odpowiednią karę: chodziło o sam fakt, że istnieją. O esencję ich jescestwa.

Niestety nic nie może wiecznie trwać i tak też było w przypadku letniej sielanki. Nadchodzi huragan i gwałtowna burza. Część posiadłości rodziny ulega zniszczeniu. I w tym momencie można dostrzec jeszcze bardziej widoczny podział między tymi pokoleniami. Jedni uważają, że wszyscy powinni stamtąd uciekać i ratować swoje życia, póki to możliwe. Drudzy nie postrzegają tego za konieczność. I zresztą przecież cudownie byłoby jeszcze poszaleć, pobiesiadować, poleniuchować… Czy mimo tego, rodzice i dzieci będą w stanie połączyć ze sobą siły? Czy zapobiegną tragedii, jaka ma szansę nastąpić?

Woda wdziera się tam, gdzie jej nie wolno. Suchość była stanem przejściowym. Podobnie jak bezpieczeństwo.

Opinia o ,,Ewangelii dzieciństwa”

Lydia Millet w bezkompromisowy sposób obnaża słabości dorosłych. Ukazuje ich od najbardziej żałosnej strony, przy czym pochlebia młodym. Ten ich podział i to, jak młodzi obawiali się tego, że wyjdzie na jaw, kto jest czyim rodzicem… Jest to niepokojące i smutne, jednakże niemiłosiernie realne.

W ,,Ewangelii dzieciństwa” dochodzi do konfliktu pokoleń. Dzieci zostały ukazane jako ci, którzy myślą, czują, starają się rozumieć. Natomiast ich rodzice to ci źli. Ale nie bez powodu przedstawiono ich jako ,,tych złych”, albowiem większość z nich ma poważny problem z alkoholem (i nie tylko, w grę wchodzą również inne używki), ze światopoglądem, z nadążaniem za tym, co nowe.. i najzwyczajniej w świecie większość z nich ma problem ze sobą. Na dodatek są wyjątkowo nieodpowiedzialni, przy czym narażają siebie i swoje dzieci na prawdziwe niebezpieczeństwa.

Wysłali dziecko na dach podczas burzy z piorunami.

Oprócz oczywistego problemu i wątku, jaki stanowi podział pokoleń, moją uwagę zwrócił ten z jednymi z najmłodszych dzieci. Mam na myśli Jacka, brata narratorki, oraz Shela. Oboje, a zwłaszcza Jack, byli zafascynowani przyrodą. Można stwierdzić, że dla nich zwierzęta czy rośliny liczyły się bardziej niż ludzie. Byli niezwykle wrażliwi na to, jakie okrucieństwa przytrafiały się zwierzętom. Chociażby kozom. Przez huragan i burzę ludzie stracili dostęp do reszty świata. Byli zdani na siebie, więc postanowili zapolować na zwierzynę. Trafiło na kozy. Niestety chłopcy byli świadkami strzelaniny do kóz, co z pewnością odbiło się na ich psychice.

Jeśli chodzi o Shela, to warto jeszcze dodać, że był on głuchy, więc porozumiewano się z nim za pomocą języka migowego. Nie należał ten wątek do jednych z głównych, ale śmiało mogę stwierdzić, że chwycił mnie za serce.

Książka Lydii Millet zdecydowanie zmusza do refleksji. Ukazuje problemy, o których istnieniu nie każdy jest świadomy. A są to bardzo kluczowe problemy. Dlaczego kluczowe? Coraz więcej osób zmaga się z tym, że nie ma pojęcia, w jaki sposób porozumieć się z własnym dzieckiem. Dochodzi do konfliktów. Obie strony nie potrafią się zrozumieć. A przecież wspomnienia z dzieciństwa pozostają z nami do końca życia, więc to ważne, aby sprawić, że będą one jak najbardziej barwne.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.