[Recenzja Płyty] marta bijan – „SZTUKA PŁAKANIA”

Marta Bijan jest autorką tekstów, wokalistką, kompozytorką, poetką oraz zajmuje się reżyserią klipów do swoich piosenek. W 2018 roku zadebiutowała debiutancką płytą „Melancholia”, która przez kilka lat była promowana singlami, zanim w ogóle ją wydano rozpoczynając od 2015 roku i singla „Poza mną” kończąc na „Nasze miejsce” właśnie z 2018.

Muzycznie zrobiło się cicho, ale Marta nie próżnowała. W tym czasie wydała książki! „Melodia Mgieł Dziennych” oraz „Kwiat Wielu Nocy”. W tym roku pojawiła się trzecia – opowiadania z gatunku horroru – „Domy i inne duchy”.

Pierwszym singlem z drugiej płyty Marty „SZTUKA PŁAKANIA” zostało „lato smakuje”.
Co za tym idzie, artystka poszła swoją drogą rozstając się z Sony Music Poland wydając album na swoich warunkach. „lato smakuje” wyszło jeszcze w 2020 roku. Produkcją singla jak i reszty albumu zajął się Haldor Grunberg na co dzień zajmujący się muzyką metalową. Co wyszło ze współpracy gościa od metalu i melancholijnej Bijan? Totalna nowość, zupełnie nowe, oryginalne brzmienie na polskim rynku. „lato smakuje” idealnie obrazuje brzmienie płyty, jednak nie rozumiem dlaczego przy tak dobrych piosenkach Marta w dalszym ciągu nie dostaje wsparcia radiowego. Jest to dla mnie kompletnie nie zrozumiałe.
Drugim singlem została „szczelina”, która nie różni się jakością niczym od zagranicznych topowych zespołów zajmujących się gatunkiem synth-popu. Depeche Mode? Pierwsze skojarzenie. „szczelina” spokojnie mogłaby hulać na playlistach stacji radiowych, które tak bardzo ubolewają nad popem i grają świetną alternatywę.
Pojawiło się też spokojniejsze, balladowe „disneyend” oraz piękna wizja apokalipsy w najnowszym singlu „piosenka o końcu”.

Po za singlami reszta płyty zasługuje na sporą uwagę. Ciężko przy tak dobrej płycie nie pisać o każdym utworze po trochu, ale przedstawię krótko co zwiastuje „SZTUKA PŁAKANIA”.

Pomimo że, drugi album Marty ma tylko 9 piosenek, uważam, że jest kompletna. Niczego jej nie brakuje. Nie ma tutaj żadnego zapychacza. Każda piosenka ma w sobie coś, co sprawia, że chce się ją zapętlać bez końca. Prócz ciężkich syntezatorów i trudnych tekstów „nikogo nie ma już od dawna krzyczę, pomocy jestem tu, a Wy tańczycie” z mojego ulubionego, mrożącego wręcz i (chyba) bardzo osobistego numeru „pod morzem” do najspokojniejszej „chciałabym nie chcieć”, powtarzane wiele razy pod koniec piosenki przypomina mi najlepsze dokonania Lany Del Rey w jej drugim albumie – „Ultraviolence”. Nie jest to moje pierwsze porównanie muzyki Marty do Del Rey, jednak myślę, że adekwatne. „SZTUKA PŁAKANIA” jest bardziej mroczna od swojego poprzednika „Melancholia”, filmowość, ciemne brzmienia, zdarzają się nawet gitary.
Na koniec o największych zaskoczeniach. Chaotyczne i piekielnie zarażające swoimi dźwiękami „przesilenia” oraz kończący płytę, sześciominutowy „nocny ptak” – tego właśnie mi brakowało na „Melancholii”. Nie pogardziłbym, gdyby Marta zdecydowała się na nagrywanie tak długich piosenek na swoich kolejnych płytach.

Marta Bijan swoją drugą płytą zostawia w tyle większość polskich młodych artystów, którzy nie mają pomysłu na siebie, albo mają pomysł, ale jest on nijaki. Artystka podniosła wysoko poprzeczkę ze „SZTUKĄ PŁAKANIA”. Liczę na to, że stacje radiowe (te, które mogłyby grać jej muzykę, wiadomo które) w końcu zauważą, że w Polsce można robić takie arcydzieła jak „SZTUKA PŁAKANIA”. Obok „Mojej Winy” Kasi Lins nie słyszałem w ostatnich latach aż tak dobrego materiału, który skradłby mnie w całości.

Leave A Reply

Your email address will not be published.

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 4757