[Recenzja Płyty] Olga Polikowska – „Pełnia”

Dla wytwórni FONOBO Label to bardzo dobry czas. Co rusz zapowiadają single w ramach akcji FONOBO Pitcher, która pozwala debiutantom na pokazanie swojej twórczości i spełnianie marzeń, otwierając drogę na karierę muzyczną, ale po za tym dalej prężnie działają pod główną oficyną i zapowiadają kolejne premiery, EPek, bądź pełnych albumów. Tym razem w nasze uszy (a jeśli zechcemy) to nawet w ręce, trafia długogrający, debiutancki album Olgi Polikowskiej „Pełnia”, na który złożyło się dziesięć piosenek utrzymany głównie w gatunku elektroniki lecz są też przejawy zasięgania po inne style.

Recenzja płyty:

Olga zadebiutowała w 2019 roku EPką „Blask”, utrzymanej głównie w stylistyce elektronicznej, jednak dzięki dodatkom – czyli wersji piano trzech utworów, wiemy, że artystka brzmi bardzo dobrze nie tylko w klubowych aranżacjach, ale również w tych z żywymi instrumentami. Tak było z „Obiecaj” – drugim singlem, który zapowiadał debiut Olgi. W nowej wersji utworu pojawił się Gverilla wraz z nową warstwą tekstową, różniącą się od tej z live session, którą możemy słuchać na YouTube od dwóch lat. Po dziś dzień dziwie się, że ten singiel nie trafił do największych rozgłośni radiowych w Polsce. Wraz z premierą płyty Olga wyda klip do najnowszego singla z „Pełni” – „Noc”, który ukazał się w ubiegły piątek. Jest to utrzymany w spokojnym, chilloutowym, bardzo lekkim klimacie numer. To taki moment, w którym chciałbyś postać z piwem w klubie pod sceną i się powoli pobujać, a jak nie w klubie to zawsze można przecież zrobić sobie domówkę z debiutanckim krążkiem Olgi 🙂

Są elektroniczne bangery, ale nie brakuje ballad. Jedna z nich była nawet singlem – „Zawsze”, to jeden z moich ulubionych utworów w karierze Olgi. „Boje się kiedy w przyszłość patrzę” – tutaj Olga idealnie odwzorowała to, co dzieje się obecnie na świecie i w jakiej sytuacji się znaleźliśmy. Jednak na pomoc przychodzi numer „Oddycham”, czyli jedna z premierowych piosenek. Muzycznie się wyróżnia spośród całej płyty najbardziej pod kątem brzmienia. Momentami na zwrotkach przypomina mi o „Intro” zespołu The XX, czy „Te Amo” Rihanny (jedno zostało zaczerpnięte z drugiego, stąd te dwa przykłady), ale na refrenie linia melodyczna się zmienia i pojawiają się dodatkowe instrumenty.

Choć myślałem, że „Patrz” będzie głównym singlem promującym album to…ostatecznie się na nim nawet nie znalazł. Jest za to, moim zdaniem, najlepsza piosenka w karierze Olgi Polikowskiej – „Szum” wydana jeszcze w 2019 roku. „Szum” przywołuje tęsknotę za wiosną i latem. Ma w sobie taki mocny promień słońca, że czuć je nawet, gdy pada deszcz, czy śnieg, jest zimno. Warto wtedy zamknąć oczy i pozwolić się ponieść obrazom, które pojawią się w głowie.

Prócz Gverilli, na „Pełni” pojawił się drugi gość – Filip Czarnecki w utworze „W ogień”, opowiadającym o silnej miłości, o otwarciu emocjonalnym, o bezgranicznym zaufaniu.

„Pełnia” kończy się najbardziej klubową piosenką „Chodź ze mną”, którą bardzo chciałbym usłyszeć w takich stacjach radiowych jak Radio Eska czy RMF FM. Nogi same się rwą do tańca w rytm słów „już mnie to nie rusza, ucieknijmy choć daleko stąd”.

Długogrający debiut Olgi Polikowskiej to ponowne połączenie klubowych brzmień raz mocniejszych – „Chodź ze mną”, raz lekkich „Daleko” i bardzo lekkim „Noc”, aż do spokojnych, mówiących o swoich obawach jak w utworach „Zawsze” czy Szum”. Album „Pełnia” to świetna propozycja dla osób, którym brakuje tego słońca, brakuje wewnętrznego spokoju, albowiem, „Pełnia” przywraca światło, którego potrzebujemy w tym tak trudnym czasie dla świata.

Po cały album odsyłam Was na Spotify:

Leave A Reply

Your email address will not be published.

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 4979