[Wywiad] Kamil Kowalski: ,,Na mojej płycie pt. ,,DOM” oddałem całego siebie”

Kamil Kowalski to młody wokalista. Znany z niesamowitej interpretacji utworów. Organizuje warsztaty Just Cover It, podczas których współpracował m.in. z Kayah, Markiem Piekarczykiem, Marią Sadowską, Natalią Kukulską czy Sarsą. 5 listopada br. odbyła się premiera jego debiutanckiego albumu pt. ,,DOM”, o którym miałam przyjemność z nim porozmawiać!

Dzień dobry! Mimo że już od 2019 roku oficjalnie debiutujesz, wydając autorskie utwory, to dopiero w tym roku opublikowałeś swój pierwszy album pt. „DOM”. Dlaczego to trwało tyle czasu?

Trwało to tyle, ponieważ wraz z Agorą, czyli moim wydawcą, stwierdziliśmy, że regularnie co jakiś czas będziemy wypuszczać single, zapowiadające album, ponieważ odbiorcy jeszcze nie do końca wiedzieli, kim jest Kamil Kowalski. Jak wiemy, bardzo dużo ludzi wydaje teraz albumy, bardzo dobre albumy, więc trzeba zebrać grono swoich odbiorców, które na ten album będzie czekało. Wydając regularnie, co jakiś czas single, nie dawaliśmy o mnie zapomnieć ludziom, dziennikarzom i tak naprawdę wysinglowaliśmy tę płytę. Z czego, z perspektywy czasu, niesamowicie się cieszę, bo mogłem premierę swojej płyty tak naprawdę świętować przez cały rok, bo co chwilę coś oddawałem ludziom. Teraz, po premierze, nie mam już niczego do ukrycia. Wydawanie singli w ciągu ostatniego roku pomogło mi trafić do większej ilości słuchaczy, których finalnie mogłem zaprosić do swojego „DOMU”.

Rozumiem. Zanim zacząłeś wydawać własne piosenki, publikowałeś w internecie covery. Już wtedy kształtował się w Twojej głowie pomysł na coś swojego?

Tak, tak, tak. Pomysły na moją twórczość bardzo ewoluowały. Wiadomo – człowiek się rozwija, dojrzewa, różne inspiracje i różne bodźce oddziaływują na niego. Ja też tak miałem, że swego czasu niesamowicie kochałem np. Marię Peszek i chciałem być buntownikiem – krzyczeć, śpiewać głośno, czasem przeklinać (śmiech). W momencie mojego najbardziej buntowniczego okresu, czyli bycia nastolatkiem, który wszystko może albo któremu wydaje się, że wszystko może, wtedy chciałem krzyczeć, buntować się przeciwko światu i buntować się przeciwko wszystkiemu. A później nagle zadziałały na mnie inne bodźce, które sprawiły, że stwierdziłem, że przecież w ogóle nie muszę krzyczeć, by wywoływać emocje. Osiągnąłem w swoim życiu taki stan, że chcę spokoju. Po co krzyczeć? Po co? Skoro można po prostu, spokojnie.

Na „DOMIE” zabrakło Twoich dwóch pierwszych singli – „EGO” i „Polityki”. Dlaczego?

Spostrzegawczy słuchacze na pewno usłyszą, że „EGO” tak naprawdę znalazło swoje miejsce na moim albumie. Jet to piosenka, od której zaczęło się otwierać przede mną dużo bramek, dzięki której poznałem bardzo ważnych dla mnie ludzi. „EGO” można posłuchać na moim płycie jako „Cień”. Dlaczego ta zmiana? Dużo czasu minęło od stworzenia tej piosenki do dnia wydania płyty. Dziś jestem innym człowiekiem – jak wspomniałem, moją siłą jest dziś spokój, który zastąpił bunt. „EGO” powstało wtedy, kiedy było we mnie dużo buntu i taki też miało charakter. „Cień” jest lżejszą wersją tego utworu, dopasowaną do mnie z dzisiaj. Polityka z kolei to temat, którego nie lubię poruszać, którym się brzydzę. Ten numer był takim protest songiem nastolatka, który nie kupuje tego, co mu się wmawia w telewizji. Który nie uznaje podziału na prawo i lewo. Powstała wtedy, bo takie właśnie miałem wtedy emocje. Dziś, choć wciąż aktualna, nie znalazła się na płycie. Nie pasuje do niej, wprowadzałaby zbędny niepokój.

To jest bardzo fajne, że tak ewoluowałeś, że potrafiłeś tak w swojej twórczości coś zmienić i mimo że ten utwór właściwie był wcześniej wydany, to go zmieniłeś, nawet usunąłeś jeden fragment tekstu.

Tak, ta zmiana była potrzebna. Wydanie „Cienia” jako innej piosenki, choć tej samej, wywołało wiele poważnych ruchów w mojej raczkującej karierze. Została o wiele bardziej zauważona, o wiele lepiej oceniana i komentowana. To potwierdza, że to dobra zmiana. Są oczywiście osoby, które wolą wersję „EGO” – to też jest super. Słuchacze też potrzebują różnych emocji. Jeśli ktoś potrzebuję więcej. ta wersja jest ciągle dostępna do słuchania w serwisach streamingowych. O zmianie we mnie świadczy też sposób śpiewania i pokazania tego, o czym mówię. Z perspektywy czasu, jak sobie słucham „EGO”, uważam, że jest troszeczkę przeinterpretowany przeze mnie, uważam, że za bardzo się zaangażowałem w tekst, że on nie potrzebował takiej ekspresji, jaką ja mu wtedy oddałem.

Ta piosenka jest chyba trochę Tobie przeznaczona – za pierwszym razem, gdy ją wydałeś, to tak jak powiedziałeś, otworzyła Ci wiele furtek i za drugim razem wydarzyło się to samo.

Dokładnie! Tak właśnie było. To jest absolutnie pierwsza piosenka, jaka powstała dla mnie. Kiedy razem z moją ekipą podjęliśmy decyzję i padło „dobra, robimy moją płytę”, to właśnie ta piosenka została wybrana, aby mnie reprezentować.

Tematyka płyty jest całkiem intymna i fascynująca. Symboliczne powroty do domu, do korzeni, do początków. Co Cię do tego zainspirowało?

Tak naprawdę, jako dziecko nienawidziłem swojego domu. Uciekałem z niego w każdym możliwym momencie. Nie do końca wynikało to z jakiejś sytuacji w domu. Po prostu nienawidziłem stać w miejscu, a dom był czymś takim, co wprawiało mnie w monotonność. Już jako dziecko potrzebowałem różnych bodźców, potrzebowałem wielkiego świata, buntowałem się. Mówiłem, że ja powinienem się urodzić i być z Warszawy. Tak czułem. Uciekałem na całe dni po prostu do lasu, na pola. Wszędzie budowałem sobie symboliczne domy, czyli swoje bazy, w których bawiłem się z przyjaciółmi, gdzie uciekałem od codzienności, monotonności, szkoły – takich młodzieńczych problemów. Wchodząc w wiek dorastania, stawałem się coraz bardziej buntowniczy. To z kolei przekładało się na konflikty z rodziną, głównie rodzicami, więc jeszcze bardziej nienawidziłem domu. Kiedy się wreszcie wyprowadziłem ze swojego domu rodzinnego do Krakowa, a później do Warszawy, odczułem tam spokój wewnętrzny – że już nic mnie nie irytuje, nic mnie nie drażni, moje życie wygląda tak jak ja chcę, bo ja o nim decyduję. Nikt mi się nie wtrąca. Ja mogę sobie umyć gary, kiedy ja chcę je umyć (śmiech). Takie drobiazgi życia codziennego, które są już niesamowicie ważne i bardzo wpływają na nasze życie. Kiedy wszystko się ustatkowało, moje myśli już się uspokoiły, ja już nie chciałem krzyczeć, nie chciałem robić niczego głośno, nie chciałem się kłócić z niczym i buntować, to stwierdziłem, że bardzo tęsknię za moim domem rodzinnym. Teraz wracam tam z niesamowitą przyjemnością. Niesamowicie jest mi ciepło na sercu, kiedy sobie wyobrażam siebie w tych miejscach z moimi przyjaciółmi, gdy byłem dzieckiem. Te wszystkie nasze „bazy”. Każdy robił bazy, jak był mały, prawda? Ja sobie to wszystko oczami wyobraźni przypominam i jest to niesamowicie dla mnie ważne. Uwielbiam tam wracać. Zawsze się wstydziłem tego, że jestem z małej wsi. Moi przyjaciele, którzy śpiewają i są z większych miast, mają więcej możliwości, więcej pieniędzy. Ja tego nie miałem, musiałem wybierać, na który konkurs mogę jechać, a który muszę odpuścić, bo nie starczy mi pieniędzy. A inni jeździli wszędzie, gdzie się da. Zawsze to uważałem za przykre i chciałem zawsze być kimś innym, kimś, kto na wszystko ma, żeby nie być gorszym od swojego otoczenia. Z perspektywy czasu wiem, że nie mam się czego wstydzić. Właśnie to, kim jestem, kim byłem, skąd pochodzę, jak zostałem wychowany, przekłada się na to, jaki album stworzyłem. Dlatego tak bardzo chciałem, w przypadku mojej pierwszej płyty, zabrać słuchaczy do swojego „DOMU”. Uważam, że to, czego kiedyś się wstydziłem, jest teraz moim największym atutem. Jestem z tego dumny, że do tego doszedłem.

Po warstwie lirycznej utworu „Wiosna we mnie” można wywnioskować, iż należysz do fanów wiosny. Tak właśnie jest? Dlaczego?

Tak właśnie jest! Wiosna jest od zawsze dla mnie wyjątkową porą roku, wyjątkowym czasem. Urodziłem się pierwszego dnia wiosny. Ja każde swoje urodziny celebruję z przyjaciółmi, znajomymi. Każdego roku robię ogromną imprezę, zapraszam tyle ludzi, ile się tylko da. Nie jest to związane tylko z moimi urodzinami, to jest jedyna okazja w roku, by móc się razem spotkać. Przez wiele lat zdążyłem poznać mnóstwo fantastycznych ludzi, pochodzących z różnych miast, a moje urodziny zawsze są taką okazją, by wszyscy się zjechali do mnie, dzięki czemu możemy się spotkać, porozmawiać i świetnie się ze sobą bawić. Poza tym, zawsze jestem optymistą, a tak mi się wiosna kojarzy, właśnie z czymś dobrym, pozytywnym. Utwór „Wiosna we mnie” powstał w takim czasie, kiedy przyszła pandemia, więc ludzie nie wiedzieli, jakie będzie jutro, bali się każdego kolejnego dnia, bali się siebie nawzajem. A ja swoją „Wiosnę” wypuściłem w listopadzie rok temu, jako taką przestrogę, że wiosna zawsze przyjdzie i abyśmy myśleli o tym, że dobry czas nadejdzie, że jeszcze wyjdzie słońce, że jeszcze wszystko rozkwitnie. Symbolicznie, trochę w opozycji do sytuacji, jaka nas wtedy zastała. Dlatego zawsze noszę wiosnę w sobie, zawsze myślę, że wszystko będzie po mojej myśli. Nie może być inaczej, skoro wkładam w to całe serce i absolutnie każdą wolną chwilę.

To jest bardzo dobre podejście! Na pewno wielu osobom by ono pomogło.

To prawda! Ludziom brakuje wiosny, codziennie. Dajemy za mało uśmiech innym ludziom, za mało dobrych słów wypowiadamy. Zbyt rzadko cieszymy się z małych gestów, sukcesów.

Do duetów na albumie zaprosiłeś znakomite artystki: Natalię Niemen, Belę Komoszyńską oraz Natalię Grosiak. Czym się kierowałeś przy wyborze gości?

Przede wszystkim ciepłem, zbieżną wrażliwością i podobnym klimatem wykonywania utworów. Jeżeli chodzi o Natalię Niemen, to jest moją przyjaciółką już od kilku lat. Bardzo dobrze się znamy, lubimy. Już kilka razy mieliśmy przyjemność wspólnie zaśpiewać podczas koncertów na żywo. Teraz zdecydowałem się zaprosić Natalię na mój debiut, na moją pierwszą płytę. Wykonaliśmy razem w duecie piosenkę pt. „Wiatr”. Jestem niesamowicie dumny z tej piosenki – właściwie jestem dumny z każdej piosenki z albumu. Co do Beli Komoszyńskiej, są to absolutnie moje muzyczne klimaty. Uwielbiam taką ekspresję. Uwielbiam głos Beli i lekkość z jaką porusza się nie tylko po scenie, ale też po dźwiękach. Widzę z niej pierwiastek mojej ukochanej Florence. Natalia Grosiak zawsze imponowała mi swoją skromnością. Uwielbiam ludzi, którzy mają coś do powiedzenia, którzy szanują naturę. To bardzo bliskie tematu mojemu sercu. Jako że moimi gośćmi, tym razem, są wyłącznie kobiety – czasem humorystycznie nazywam je Gościówami :). Każda piosenka, którą razem zrobiliśmy, jest zupełnie inna, bo chciałem, żebym to ja był takim wspólnym punktem tych wszystkich piosenek. Fakt, to jest moja płyta, ale każdą piosenkę, wraz z moim producentem Patrickiem the Panem, chcieliśmy podkręcić również pod każdego gościa – chcieliśmy, żeby każda z nich fantastycznie odnalazła się w danej piosence. Bardzo się cieszę z tego, jakich gości udało mi się zaprosić na debiutancką płytę. Co więcej, cieszy mnie to, że wszyscy goście, których zaprosiłem, zaakceptowali zaproszenie. Nie było takiej sytuacji, że zapraszam kogoś, ktoś się nie zgadza, więc szukam kogoś innego na to miejsce. Od początku miała być to Bela Komoszyńska, Natalia Grosiak, Natalia Niemen. Producentem miał być Patrick the Pan. Cieszy mnie bardzo, że wszystko poszło po mojej myśli i że świat mi sprzyjał w tamtym czasie.

Wolisz śpiewać z kobietami czy z mężczyznami?

Absolutnie wolę kobiece głosy! Generalnie w muzyce, której słucham, przeważają kobiety. Nie wiem dlaczego tak jest, ale słucham głównie kobiet. Do moich największych muzycznych bogiń należy przede wszystkim Kora, która wiele zmieniła w moim życiu. Później pojawiła się Maria Peszek, Natalia Przybysz, Mela Koteluk, Kasia Lins. I oczywiście Natalia Grosiak, Bela Komoszyńska, Natalia Niemen. Więc absolutnie dogaduję się z kobietami, aczkolwiek ostatnio w głowie namieszał mi Fisz. Ta jego najnowsza płyta – to jest coś pięknego i naprawdę marzy mi się duet z Fiszem. Jest to pierwszy mężczyzna, z którym chciałbym zaśpiewać w duecie.

Może Fisz przeczyta naszą rozmowę i weźmie Twoje słowa pod uwagę.

Liczę na to! Że się odezwie do mnie. Liczę na to, że Fisz też marzy o duecie ze mną (śmiech). Ale czuję, że byśmy super się skleili – ja z moją wrażliwością i on z tą niesamowitą mądrością, która od niego bije. Można wyczuć w nim taki ogromny spokój, mimo że porusza bardzo trudne tematy i można by tam krzyczeć, tyle różnych emocji wywołać, a on to wszystko robi ze stoickim spokojem. Myślę, że to jeszcze bardziej dotyka, dlatego że w taki spokojny sposób porusza tak mocne tematy.

Wracając jeszcze do Kory – zdradziłeś, że „Szał niebieskich ciał” jest jedną z najważniejszych dla Ciebie piosenek. Wykonanie jej i umieszczenie na albumie, jest pewnego rodzaju oddaniem hołdu Korze?

Dokładnie tak! Nie mogłem zrobić niczego więcej niż zinterpretowanie piosenki autorstwa artystki, będącej dla mnie ważnej. Kora bardzo mnie ukształtowała w dzieciństwie – jako artystę, jako wykonawcę, jako człowieka. Dlaczego „Szał niebieskich ciał”? Dlatego że udało mi się kiedyś być na koncercie Kory, to on mi tak namieszał w głowie. Jedną z piosenek, którą najbardziej zapamiętałem z tego koncertu, jest właśnie „Szał niebieskich ciał”. To było dawno temu, miałem trzynaście lat, może dwanaście. Pamiętam, że wtedy scena paliła się na taki piękny błękitny kolor. Kora siedziała na krześle i z ogromnym spokojem śpiewała ten utwór. Był to bardzo wzruszający moment. „Szał niebieskich ciał” jest ostatnią śpiewaną przeze mnie piosenką, ponieważ poruszam na tej płycie różne tematy związane ze mną, z moim dzieciństwem, z moim dorastaniem, z byciem już dorosłym, z poszukiwaniem siebie, z powrotami do domu. A kończy to właśnie „Szał niebieskich ciał” i mówi o tym, że my, ludzie na Ziemi, rodzimy się, umieramy, żyjemy, mamy pewne problemy, potem one znikają, a planety od lat patrzą na to wszystko z góry, śmieją się. Toczy się koło – ktoś nowy się rodzi, ma problemy, a planety są wciąż te same. Wzruszające to jest. Dlatego ta piosenka kończy mój album.

Co do koncertu Kory, to jeśli chodzi o Twoje koncerty, marzą Ci się występy na takich festiwalach jak Open’er czy wolisz śpiewać dla mniejszej publiczności?

Tak naprawdę uważam, że moja płyta odnajdzie się wszędzie, bo jest to bardzo różnorodny materiał. Oczywiście, że marzą mi się festiwale, ale nie te główne sceny, raczej mniejsze. Ale to, co mi się marzy najbardziej, to intymne kluby, wygaszone światło, ja i mój zespół, ludzie tego słuchający. Nawet na siedząco. Może to być mały, off-owy teatr, z wygodnymi fotelami. Ludzie sobie siadają, a ja zaczynam opowiadać swoją historię. Myślę, że w takich
klimatach najbardziej to się odnajdzie.

Kiedy można się spodziewać trasy koncertowej promującej „DOM”?

Bardzo intensywnie myślimy już o wiośnie! To będzie idealna pora na to, żeby grać ten materiał. Wszystko sprzyja – płyta wydana jesienią, więc mamy zimę na to, żeby podpromować ją, żeby dotarła jak najdalej… i wiosną ruszamy z koncertami. Myślę, że okoliczności wiosenne absolutnie będą sprzyjały temu materiałowi.

Za sprawą preorderu „DOMU”, musiałeś sprawić przyjemność swym odbiorcom. Była to limitowana, kolekcjonerska wersja z autografem i gadżetami. Sam dobierałeś gadżety?

Tak, niemalże wszystko zaplanowałem sam. Bardzo zależało mi na tym, by te paczki, które dostali słuchacze, były jak najbardziej moje. Długo wybierałem kadry, jakie mają znaleźć się na pocztówkach, które pokazują moje rodzinne strony. Symboliczne wlepki nawiązujące do motywu domu. To wszystko miało złożyć się w coś bardzo intymnego i chyba się udało. Jedna z pocztówek, którą dołączyłem do preorderu, zawierała autografy moich wspaniałych Gości – Natalii Grosiak, Natalii Niemen, Beli Komoszyńskiej – no i mój. Na płycie niemal wszystko pisałem ręcznie, żeby być jeszcze bliżej ludzi, żeby mogli mnie jeszcze bliżej poznać. Bardzo mi na tym zależy, żeby każdy, słuchając mojej płyty, czuł się jak u siebie w „domu”.

A Ty wolisz słuchać muzyki na serwisach streamingowych czy wolisz mieć płytę w wersji fizycznej?

Wiadomo, że mam Spotify i korzystam z tego. Ale jestem również fanem zbierania płyt wszystkich artystów, których lubię, szanuję. Albo też zbieram płyty artystów, których nie lubię. Czasem tak jest, że za kimś nie przepadam, ale akurat płyta jest na tyle genialna, że muszę ją mieć. Generalnie na płyty mógłbym wydać każde pieniądze. Zbieram też winyle, ale to już tych najbliższych mi artystów.

Myślisz już o kolejnych kompozycjach i albumie czy na razie pozwalasz sobie na odpoczynek?

Mam już pomysły na cały kolejny materiał. Kiedy już oficjalnie zakończyliśmy nagrania „DOMU”, zaczęło mi przychodzić do głowy mnóstwo ciekawych pomysłów na kolejny album – tym razem będzie to EPka. Plan na nią jest też taki, że każdą piosenkę chcę zrobić z zupełnie innym producentem. Tylko po to, by zobaczyć, jak pracują inni ludzie, inni producenci. Będę wchłaniać tę wiedzę, uczyć się od nich. Mam super wizytówkę, jaką jest mój „DOM”, dzięki któremu będzie mi łatwiej nawiązać współpracę z wieloma producentami.

Czego mogę Ci życzyć, w związku z premierą Twojego debiutanckiego albumu?

Tak naprawdę tego, żeby „DOM” dotarł jak najdalej. Bardzo mi zależy na tym, żeby jak najwięcej ludzi dowiedziało się o moim „DOMU”, bo uważam, że jest piękny.

Też tak uważam!

Dziękuję bardzo. Oddałem tam całego siebie. Szukam takiego sposobu, jak sprawić, żeby debiutantom było łatwiej. Ostatnio trafiłem na takiego mema, w którym było napisane, że bycie debiutantem, to jest ciągłe ubieganie się o czyjeś względy. I tak to jest. Trudno jest debiutować w dzisiejszych czasach, kiedy czołówka polskich artystów wydaje fantastyczne albumy. Ale trzeba pamiętać, że debiutanci też wydają teraz fantastyczne albumy. Wiadomo, że ludzie chętniej sięgną do tego, co jest im znane i co już lubią. Gdy np. wyda coś Sanah, to wiadomo, że wszyscy będą jej słuchać. Nieważne, czy to jest dobre, czy złe. Tak samo w przypadku innych. A debiutanci bardzo się starają, by dotrzeć do widzów. Na dodatek wiem, że nie każdy debiutant ma takie mocne wsparcie, jakie ja otrzymałem z mojej wytwórni. Nie każdemu się udaje wydawać pod szyldem jakiejkolwiek wytwórni. Nie każdy ma takich super gości jak ja, za co jestem niesamowicie wdzięczny światu i okolicznościom, za to, że sprzyjały i że dziewczyny chciały ze mną zaśpiewać. Więc na koniec chciałbym życzyć wszystkim debiutantom wytrwałości, wiary w to, co robią, ale przede wszystkim tego, żeby kochali swój materiał. Jeśli oni będą go kochali, to ludzie też go pokochają.

Dziękuję za rozmowę!

Leave A Reply

Your email address will not be published.