– „Gabriel” to bardziej osobiste dzieło niż miało być w założeniu – nie kryje keshi. – Płyta stała się sposobem na radzenie sobie z przejściem od życia z dala od świateł reflektorów do popularności i sławy, z którymi nadal w pełni sobie nie radzę. Myślałem o sukcesie, o swoich celach, rodzinie, presji, ale też o porażce. O tym, jak czas jest towarem, a płeć skórą, w której żyjemy, Rozmyślałem także o tym, jak mało obchodzi mnie, co ludzie mają do powiedzenia, a jednocześnie, jak ważne są dla mnie ich opinie. Przypomniałem sobie, że tworzenie muzyki powinno być przede wszystkim dobrą zabawą, a teksty powinny przykuwać uwagę w takim samym stopniu, co melodie. Mam nadzieję, że udało mi się stworzyć szczery, różnorodny album, do którego wiele osób będzie chętnie wracać.